15 lipca, 2013

Italiano Trip (2) -> 'Matrimonio' po włosku.





Urocza piwonia zgina ze spokojem łodygę w maleńkim okienku starej kamienicy. 
Jej brzegi usłane tuzinami opadających płatków przesycają zapach. Ale cóż to za woń ! Frywolna, rubaszna. Ta woń unosi się dużo, dużo dalej, wyziera niemal spoza każdego rogu. 
Oto słoneczna Italia wyłania się niczym animowany miraż z gęstwin budynków. Jej unikalna nuta, wielo-kolorystyczna architektura to spuścizna ideałów Renesansu budząca zazdrość reszty kontynentu. 

W żadnym innym kraju nie dane mi było odczuć takiego nastroju. 
'Złote myśli' artystów, deptakowe nabrzeża nad leniwymi plażami tworzą idealne warunki dla romantycznych wyznań. Niezliczone kawiarenki zapraszają na Pizzę na prawdziwie cienkim cieście i regionalne Lemon Cino w filmowej scenerii.

Kiedyś już pisałam o Włoszech - miałam uzupełnić o tematykę architektoniczną, jednak w rezultacie nieszczęsnego wypadku, w którym padł mi dysk, utraciłam pliki z fotografiiami :-(.


_
W tym odcinku będzie o włoskim weselu... a właściwie o przyjęciu weselnym, bo zasadniczo różni się od naszego rodzimego. 

Akcja rozpoczyna się w Reggio nell'Emilia - miejscowości znanej z misji polskich księży. 
Dodam jeszcze, że to właśnie w niej Józef Wybicki w 1797 układał wersety hymnu "Mazurek Dąbrowskiego" (pierwotnie nazwanego "Pieśnią Legionów Polskich we Włoszech").


Na zachętę maślane rożki oraz drożdżówki stanowiące najbardziej ikoniczny motyw ichniejszego śniadania:

 


Włosi to otwarty, przekomarzający się naród. 
Nikogo nie niepokoi czterdziestominutowe spóźnienie Pani Młodej do Kościoła. Ot, więcej czasu na wymianę poglądów i papierosa ;):





Po celebracji ślubnej scenografia przenosi się do Villa la Vignazza w oddalonym o kwadrans Montechiarugolo.

Jest to ogromna 'hacjenda' z wonnymi kwiatostanami.
Do willi prowadzi niekończący się ;) korytarz, nad jakim rozkwita aureola z pnączy. Całe założenie ujmują płaszcze żywopłotów pourozmaicane rzeźbami oraz szemrzącymi fontanienkami. Boczną część zajmuje basen, wyłożony ebonitowymi kafelkami, a obok odpoczywają leżaki ;-]. 
Jednakże najokazalsza jest partia altanowa z miejscem na tort. Wygląda niczym samotna wysepka pośród rozległego pola; zwieńczona zakolem o pysznej dekoracji sama podobna jest do ciastka z kremem i pełnymi soków owocami, które hojnie serwuje się na przystawki. 
Poza tym -> warzywa, owoce morza, kraby, krewetki, melony, arbuzy, sery pleśniowe, sałatki tudzież biszkopty ze śmietaną - wszystko powykładane na stolikach pod cytrusowymi baldachimami - jako że ceremonia generalnie odbywa się na powietrzu. 
W środku konsumuje się jedynie Dania Główne na wyścielonych białymi obrusami stołach (ludzie w ten sposób celebrują jedzenie). I wina... całe skrzynie win, bo przy temperaturze powyżej 40 stopni wchłania się je jak wodę.
Z tyłu barek z fortepianem utrzymany w rzymskoantycznej bazie. 
I ponownie bukiety...
Takie wyobrażenie Rajskiego Edenu.


To teraz dokumentacja: 

 












Najefektowniejsze sceny rozgrywają się po zapaleniu wieczornych świateł i świec: 























Zdań dwa o kawie. 
Jak zdefiniowała ją moja babcia - "takie to to mikroskopijne, że nawet nie warto przykładać do buzi" ;-).
Owszem, filiżanki malutkie, ale esencja z mleczną pianką mocna i aromatyczna:



Na tym przepełnionym ekspresją poletku panuje zupełnie odrębna zwyczajowość. 

Młodzi na szczęście puszczają lampiony, a wychodzącym gościom nie rozdaje się wódki i ciast [których raczej tam nie uświadczysz] tylko pamiątkowe "bomboniery" tj. prezenty typu ceramiczna cukierniczka obsypana lizakami:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: