12 maja, 2011

Podwieczorne inspiracje.


Pamiętam, że spacerowałam wtedy w odosobnionym skupieniu i dywagowałam nad ważką rzeczą.
W przeddzień tego wspólnik Wu. zaproponował nam zainwestowanie sporej sumy w innowacyjne przedsięwzięcie. Przedsięwzięcie, które miało się stać początkiem nowego biegu wypadków.

"Czy to okaże się lukratywnym konceptem ?" - pytanie godne Hamleta.



* * *
W takich momentach pomocną dłonią służy mi wyciszenie, chodzenie po 'własnych miejscach', bogatych widokami i spokojem. Tym bardziej, kiedy czerwonawa łuna obejmuje płomiennym ramieniem przestrzenie zamieniając je w płynny aksamit.

A poza aspektem materialnym, to jedna z tych wspaniałych, podarowanych mi przez Wyrocznię chwil, które mogę uwiecznić nie tylko na fotografiach, ale i w sercu. 
I która potrafi zaskoczyć urodą, mnogością spisanych w sobie zachwyceń. Sprawić, że uśmiechnę się w duszy mrucząc jak zaklęty kot ;).



* * *

Przeteleportujmy się ;) teraz do podbielskiej miejscowości Goczałkowice-Zdrój, której więcej uwagi zamierzam poświęcić z okazji nadarzających się wpisów, natomiast dziś pozostaniemy jedynie przy widoczkach.

Na początek cudna polska przyroda - > porośnięta chwastami łąka, od jakiej rozpoczęłam swój spacer:





 



W późniejszej kolejności był Dworzec 'wyrastający' zza chaszczy:





Huba:

 




I drwa:

 




;-P


Polny nagrobek przy goczałkowickim jeziorze. 
Ciekawe czyj ?...

 




Poniżej tego nie widać, lecz wówczas taflę wody pokrywało mnóstwo amarantowych, poprzecznych smug. 
Nieomal majstersztyk:











Najbardziej przypadł mi do gustu obraz, gdzie na tle zanikającej tarczy słońca widać delikatnie różowo-fuksjowy, niedokończony nieboskłon.
Ten widok można by namalować słowami w bardzo plastyczny sposób, rozpieszczając naturę personifikacjami, alegoriami, onomatopejami - > podobnież jak wirtuoz ożywia swój smyczek dotykiem, ślicznie i leciutko..


... i niech ten moment trwa, trwa, trwa !:



Oto wyblakły zmrok po płonącym zachodzie słońca, które wspaniale szkicowało promykami staromiejskie budynki odbijając lico od jeziornego lustra. 
Jego pustotę od czasu do czasu mącili jeżdżący na rolkach zakochani tudzież wyrośnięci Gimnazjaliści sącząc na wałach trunki i wyrzucając niedopałki w ciemnawy nurt:



Ja wędrowałam czując jak przenika mnie wewnętrzna siła motywacji.
Podjęłam kluczową Decyzję:



;-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: