Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cmentarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cmentarze. Pokaż wszystkie posty

15 listopada, 2016

Spływ rowerkiem po Dunaju (i nie tylko... ;)).








Szukałam jakiegoś wiersza o Dunaju w przekładzie niemieckim - okazuje się, że nie tędy droga. 
Trudno bowiem oddać poetyzm w twardym niemieckim brzmieniu i długości wyrazów ;-). 
Zatem może bez zbędnego myślenia skojarzeniowego skupmy się wyłącznie na przekazie fotograficznym. On również zawiera to "coś", szczególnie iż przechadzając się nad ciemnymi głębinami uchwyciłam sporo artystycznych detali. 

Tym samym zapraszam na następną dozę nieprzyzwoitej ilości zdjęć - aczkolwiek musiałam zamieścić je wszystkie, bo każde z nich uosabia ważny element tego, co widziałam. A widziałam mocno oddychające miasto u stóp dumnego wzgórza, pocięte układanką zielonych dróg.
Rzecz bezsprzeczna, nie są to widoczki, jakimi mógłby pochwalić się zacny fotograf - ale ja mogę ;).


Weekendowe odwiedziny u znajomego w badeńskim, 35-tysięcznym Tuttlingen.

Najpierwej Dunaj.
A także malarskość niczym nieskrępowanej wyobraźni natury; te miejsca istnieją naprawdę - i to w sercu betonowej dżungli !:







Impresjonistyczne pociągnięcia pędzlem:



W celu umilenia dnia, decydujemy się na spływ rowerkiem.
Jako feedback od niebios dopada nas 15-minutowa ulewa, na szczęście pogoda w miarę szybko powraca do normy:









"Świńska rzeźba" dryfująca na wodzie 
/nie wnikam nawet, co autor miał na myśli...
... chociaż... ... być może jest to powiązane z faktem, iż świnia uchodzi w tym państwie za zwiastun szczęścia ? Germanie bowiem uważali je za święte. Nieprzypadkowo w j. niemieckim utrwalił się idiom "mieć świnkę", co oznacza po prostu "mieć farta".
I tak przykładowo na sylwestrowym stole zawsze winna stać świnka ;-}/:



Idziemy do rozległego Parku:







Czy ktoś zgubił kapelusz ? ;-}:





Itinerarium błądzeń ludzkich, ludzkich wynalazków:





Czas na kebab w cieście u bardzo rozgadanego Turka ;).
Po nim udajemy się na stary Cmentarz z nową Kaplicą:



Trwanie takowych miejsc jest ograniczone. Trzeba korzystać, póki jeszcze są - opustoszałe, samotne. W miarę opustoszałe, umiarkowanie samotne:





Tu jest tak jak lubię - słonecznie, lecz jeszcze mokro po deszczu. I wiosennie (a przecież już jesień):





Cienie iglastych wieżyc, a w oddali chwiejne linie horyzontu
- my zmierzamy na wzgórze Honberg:



Na jego wierzchołku niegdyś strzegł ładu średniowieczny Zamek, który niestety nie przetrwał w swej pierwotnej formie.
Za to kamienie z zamkowych murów posłużyły do odbudowy miejscowości po ogromnym pożarze w 1803 roku. W wieku 19 zrekonstruowano dwie wieże wykańczając je czerwoną dachówką.
Aktualnie odbywają się tam pikniki tudzież pokazy sztuk walk:



Pradawne w swym wydźwięku dzieje o zmurszałych prześwitach. 
Oraz wszechwładne królowanie okrągłej baszty wyrastającej z tyłu niczym wyrób bawarskiego cukiernika:







Panorama z werandy -> 
modernistyczna linia architektury Tuttlingen zamknięta łukami Gór Schwarzwaldzkich.
Miasto przemienione we własną miniaturkę, kolorowe, czyste i słodkie:







Osypujące się ruiny uwielbiają słońce, to wiadomy fakt.
Tak wiec na przystawkę niezrównoważona harmonia światłocieni przewyższająca w tej chwili wszystko inne.
A reszta ? Reszta to milczenie...



Na koniec (tak szybko ? niemożliwe ! ;)) wyjątkowy zachód, który widziałam właśnie w ten sposób:





15 października, 2015

Cienie Cmentarza Ewangelickiego.










Ach, gdzież są duchy minionych dekad ? 
Gdzie ich tiurniury i krepdeszyny, gdzież są wytworne brabanckie tworzenia ? 
Gdzie profil klasyczny i płeć najbielsza, niemiecka powaga i buta wejrzenia ? 

Gdzie wasze cienie, gdzie wasze głosy ?...



 


... gdzież są te szepty was wszystkich pomarłych ?...











Bielski Cmentarz Ewangelicki prawdopodobnie powstał w 1714 r., o czym świadczą zachowane z tego okresu passusy.
Okoliczności założenia opisuje "Geschichte der evangelischen Gemeinde in Galizien":  
Na polecenie namiestnika, Josefa hr. von Brigido, zostało wskazane miejsce pochówków - 125 kroków od Domu Modlitwy. Jednak wkrótce, z powodu zbyt małej odległości zostało ono przeniesione przez szefa urzędu obwodowego jeszcze o 100 kroków dalej, na pole ewangelickiego postrzygacza sukna, Johanna Augustini'ego. Gmina nabyła na własność 750 sążni kwadratowych tegoż pola za 100 florenów reńskich, zaś 26 czerwca 1783 odbyło się uroczyste poświęcenie. Pierwszym pochowanym (w ciszy) na pięć dni przed święceniem, było 15-dniowe dziecko, na nagrobku którego znajduje się napis 'Der erste auf dem neuen Gottesacker' ['Pierwszy na nowym cmentarzu']. 
Ponad to spoczywa nań bohema ówczesnej elity -> reprezentanci rodzin fabrykanckich, księża, burmistrzowie, politycy oraz artyści:



Po dziś zachowała się oryginalna kompozycja zieleni; w głównej Alei wysokie jesiony, natomiast w bocznych pysznią się karłowate klony sadzone naprzeciwko siebie w adekwatnym układzie do kwater:






Hm, czytałam ów cmentarz, czytałam, a i tak nie udało mi się odkryć wielu inskrypcji na płytach, gdzie pozostały jedynie odpryski, zatarte szczątki liter. Na temat ich historii można snuć teraz tylko domysły.


Muszę się Tam kiedyś wybrać raz jeszcze, by spojrzeć z bliższa, dotknąć, odgadnąć. 
Tam - na zapuszczoną nekropolię:





XIX-wieczne kamienne grobowce:







W poniższych spoczywają prominenci bardziej dystyngowani:



Na przykład działacz społeczny, Rudolf Seeliger:





Ogrom zapomnienia:

 












Na powitanie Wersalu nie uświadczysz, bo nawet krzyże powyginała leciwa przeszłość:





Na spowitym szarością murze południowym mogiły epitafijne upajają się pysznym dostojeństwem:






 




Starszy sektor:



Na moment otwarły mi się bramy czasu i tunel wiodący w religijne kulty od wieków tutaj odprawiane. 
W cieple tlących się zniczy, w zapachu opadłych liści - było coś więcej w grobowym milczeniu cmentarnych cieni. 
Patrzyliśmy na siebie z zaciekawieniem, tak bliscy i odlegli za razem:



Był świat przed nami i będzie po nas; byli ludzie przed nami i będą po nas. Ludzie mający własne emocje, problemy; swoje domostwa, koty i listy od ukochanych w szufladach... I złych mężów, niechlubne famy i zazdrosne sąsiadki, a jakże...



Kolejny trudny do zlekceważenia widok to nigdy nie schnące bluszcze:


I tajemniczo rysujące się gusła w szybko zapadającym pomroku:





Posiadam jeszcze cykl zdjęć skąpanych w błękitnym słońcu ;}, ale wybrałam (wybrały mnie) właśnie te - ciemnawe, posmętne.  
Zastanawiałam się przy okazji czy byłoby dobrze pokazać dla porównania to miejsce w czerni i bieli. Aczkolwiek doszłam do wniosku, że byłaby to już całkiem inna sceneria, inny nastrój... inne opowiadanie.