'Chodzić własnymi drogami nawet po obcych lądach...'
Fotoblog o podróżach; o odkrywaniu piękna w 'niepięknie', o zapachach historii i barwach architektury.
Ale i o poszukiwaniu na proscenium świata własnego "więcej", które wyraża się w codziennym życiu i jego akapitach.
WSchwäbische Alb zima jak z baśni nastaje niespodziewanie, czasami dosłownie na dobę, dwie...
Noc, dzień, noc, dzień:
Krystalizuje przedziwne, lecz piękne w swej prostocie formacje:
Pozostawia po nich jeno cienie...
A tutaj zima już z innego, mniej bajkowego dnia:
Topniejąca w lasach odsłania rozmaite skamieliny.
Tak też i my natrafiamy na jedną z nich;
oto na przykład odcisk amonitu - wymarłego głowonoga, którego charakteryzowała symetryczna, płaskospiralna skorupa. Niektóre rodzaje miały również inne kształty np. prostej muszli, spirali zwiniętej w pionie lub o niestykających się skrętach:
Zima niczym z baśni nastaje niespodziewanie i dosłownie na dobę...
Noc, dzień, noc, dzień...
A później odpływa z deszczem, zostawiając jedynie zdjęcia ujęte w puchowy nawias:
Pałac Czeczów wypiękniał ponad miarę - to już nie ta sama, obdarta z farby kamienica, gdy to oglądałam ją z okien busa jeżdżąc na uczelnię.
Beżowy uśpiony klasycyzm oraz powiewająca zasłonka sekretu..
Czasu na widny dzień pozostało niewiele, ponieważ na miejsce zajechaliśmy po 15-stej. I tak, metodą gimnastyki wyczynowej powstał następujący albumik.
Nie należy do nadzwyczajnych, bo moje umiejętności operowania światłem również do takich nie należą.
A cała rzecz rozegrała się w największej pod względem ludności polskiej wsi (469 osób na km2) -> Kozach graniczących z Bielskiem:
Przypuszcza się, iż pałac został postawiony na przełomie 17 i 18 wieku przez ród Russockich, będących włodarzami Kóz. Potwierdza to wyryty na jednej z belek konstrukcyjnych rok "1705". Ponad sto lat potem przeszedł w ręce baronów Czecz de
Lindewald, jacy nadali
mu neoklasycystyczny wyraz.
Czeczowie zamieszkiwali posiadłość do końca II wojny
światowej, by następnie musieć oddać ją żołnierzom Armii Czerwonej do sromotnej dewastacji :/.
Pałacyk był wykorzystywany jako
apteka, świetlica, a nawet sala porodowa
[fotka z mocno wyretuszowanymi barwami]:
W 2011 rozpoczął się całościowy remont przy
dofinansowaniu unijnym w kwocie 1 mln Euro:
Z boku widzimy oficynę, półkolisty ryzalit, zaś nieopodal znajduje się czworokątny barokowy budynek Owczarni, kryty gontem z drewna:
Aktualnie prosperują tu- Biblioteka, Galeria, salki plastyczne i prelekcyjne, a także Sala Ślubów:
Natomiast poniższe klepisko służyło dworzanom za Lodownię:
Wędrując w około czasami zatrzymywał mnie na dłużej jakiś
szczegół jak na przykład wzór kwiatowy na żeliwnej kracie strzegącej wejścia Lodowni:
I parkowa chluba -> dwustuletni Platan.
3 lata temu otrzymał tytuł "Drzewa Roku" w konkursie ekologicznym organizowanym przez Klub Gaja:
Oczywiście, cóż byłoby to za zwiedzanie bez udokumentowania akcentów typu czerwona kokarda na choince ;):
Przy okazji zapukaliśmy do drzwi frontowych, lecz bez nadziei, że ktokolwiek nam otworzy. Mimo tego po chwili trzasnął zamek i u wrót stanęła sympatyczna pani -jak się później okazało- vice-dyrektorka obiektu.
Zaproponowała, że możemy obejrzeć trwającą akuratnie wystawę muzyków minionych -leci:
Dalsze wnętrza:
Na uprzyjemnienie wieczoru rozgrzewająca herbata w lokalnej kawiarni:
Nie przewidywałam opisywania czegokolwiek - po ciężkim dzionku publikowanie zdjęć to ostatnia rzecz, na
jaką miałabym ochotę; chciałam też dłużej zostawić na "wejściu" moją śnieżno-cudną 'tajgę' z poprzedniego posta...
Aczkolwiek z drugiej strony częstotliwość blogowania spada u mnie drastycznie z roku na rok.
W tym świetle wypada nieco nadrobić tym bardziej, że zbiory powiększyły się o kilka wartych uwagi miejsc ;-).