'Chodzić własnymi drogami nawet po obcych lądach...'
Fotoblog o podróżach; o odkrywaniu piękna w 'niepięknie', o zapachach historii i barwach architektury.
Ale i o poszukiwaniu na proscenium świata własnego "więcej", które wyraża się w codziennym życiu i jego akapitach.
Pora wrześniowo-południowa, w samochodzie ragge'owe tony "Ściany" nadawanej przez krośnieńskie Radio ESKA.
Lepki żar utrudnia oddychanie i wzmaga kłęby burzowych chmur.
Lada moment lunie siarczystym deszczem, ale na szczęście nie teraz -> teraz rozglądam się za Parkingiem, ażeby zdążyć wyłapać co piękniejsze skrytki Krosna.
Stosunkowo uśpionego zważywszy na liczbę zakwaterowanych w nim studentów.
W końcu znajduję odpowiednią miejscówkę; wysiadam, niedbale wrzucam kluczyki do torebki i... otwieram szerzej oczy...
Wow ! Miejscowość doznała zupełnej metamorfozy, wypiękniała od lat, kiedy przyjeżdżałam tu na Ferie do Chrzestnej nim wyemigrowała na daleki Zachód.
Zresztą już wcześniejokreślano ją mianem Parva Cracovia /to znaczy Małym Krakowem/ dlatego, że jej Centrum z renesansowymi Sukiennicami kojarzyło się z krakowskim Starym Miastem.
Po dzisiaj urzeka średniowiecznymi kościołami oraz zabytkowymi
kamieniczkami w przeważającej mierze usytuowanymi na Rynku, który wznosi się na 277 metrów w stosunku do poziomu morza:
Odmalowane Podcienie od strony północnej:
Trójkondygnacyjna barokowa Dzwonnica (17 w.) z blaszanym hełmem przy Kościele Farnym.
Zawieszony weń Dzwon Urban w dolnym obwodzie ma 490 m:
Fara chowa piękne dwukopułowe Mauzoleum Rodziny Portiusów ryciny włoskiego architekta Vincenza Petroni, gdzie na ścianach wiszą ich portrety, natomiast szczątki
spoczywają w niedostępnym Grobowcu pod posadzką.
Dobrze przy okazji zobaczyć wybitną rzeźbę gotycką pt Grupa Pasji na belce tęczowej, wykonaną w warsztacie krakowskim około 1420 r.
IPrezbiterium, w którym znajdują sięStalle Mansjonarskie z ok. 1600 r.
zdobione malowidłami ze scenami biblijnymi.
Ponad to -> dziesięć 17-wiecznych
ołtarzyków bocznych wykonanych przez krośnieńskich snycerzy; cynowa Chrzcielnica w Kaplicy Św. Wojciecha wsparta na trzech leżących lwach [1634]tudzież malarskie personifikacje cnót kardynalnych (wstrzemięźliwości,
roztropności i męstwa) oraz cnót teologalnych (miłości, nadziei & wiary).
Dostojny Hotel ORBIS:
+ Fontanny wabiące różnej maści (i narodowości ;)) ptaki:
A nade mną coraz bardziej stalowo...
I z tej przyczyny zwiększam prędkość - - - > czas na osławione Muzeum Szkła.
Huty Szkła "Krosno S.A." od roku 1923 są producentem szkła sodowego.
Niestety niegdysiejszy lider rynku światowego w szklarskiej branży, obecnie znajduje się w upadłości likwidacyjnej:
Obręb dawnego, socjalistycznego Dworca PKS wita przyjezdnych dużo bardziej uroczyście i kolorowo:
Wracając na Parking dostrzegam jeszcze niebagatelne acz bawiące mnie ostrzeżenie, które jednak wartałoby wziąść sobie do serca ;):
... po czym wsiadam do auta i ustawiam Nawigację na Rzeszów, w którym odbywać się będzie Konferencja Biznesowa ;), ale o tym w zaplanowanych postach...
Jest na Ziemi skrawek, do którego powracam z rozrzewnieniem. Wcale nie o jakichś wybitnie imponujących walorach, a jednak lubię jego pejzaż.
I dopiero teraz przychodzi mi na myśl, że wysoce istotnym kryterium w poszukiwaniu 'własnych miejsc' jawi się dla mnie sąsiedztwo z nieznacznie naruszoną (a najlepiej wcale) przez ludzką dłoń naturą.
W dzisiejszej epoce Postmodernizmu dość absurdalne kryterium - powie ktoś rozsądny.
Cóż, rozsądek...
--- --- ---
Na dłuuugi weeekend Anno Domini 2007' zajechaliśmy na Podkarpacie w odwiedziny do mej przyjaciółki.
Sentymentalna to kraina, spowita legendami, skąd wywodzą się moje rodzinne korzenie.
W 1-wszy dzień >w toku cudownych zabiegów strategicznych< trafiliśmy do Odrzykonia słynącego z Zamku, na kanwie którego powstała "Zemsta" Aleksandra Fredry:
Nazewnictwo wsi tłumaczy się następująco;
otóż dawno, dawno temu wzniósł
tutaj warownię pewien rozbójnik. Miał on konia, jaki częstokroć
tratował ludzi. Po pewnym czasie mieszkańcy mając dosyć terroru zebrali
się i spalili zbójecką wylęgarnię, zaś niebezpiecznego ogiera obdarto
żywcem ze skóry ("odrzy-koń").
Korzystając z okazji przeszliśmy się po jej gotycko-renesansowej perełce.
Pierwsze informacje o Kamieńcu pochodzą z okresu panowania Kazimierza Wielkiego /1348/.
Dworek składa się z 2 części:
- górnej z Przedzamczem i Pomnikiem Kościuszki postawionym w setną rocznicę Insurekcji
- średniej, zamkniętej z powodu kilkuletnich prac konserwatorskich:
Natomiast wokół efektownych ruin ścieli się pagórkowaty widnokręg Pogórza Dynowskiego obok Rezerwatu Prządki z zadziwiającymi krojami skał. Jedna ze skałek znajduje się tuż przy wejściu, przez co ochrzczono ją "Strażnicą".
Otwarto tam też Galerię
z eksponatami militarnymi, gdzie od kustosza dowiedzieliśmy się, iż z
warownią powiązana jest frapująca historyjka dotycząca karlicy Kasi.
A
mianowicie Kasia była wykształconą szlachcianką, co zaowocowało
przyjęciem jej na Dwór Królewski. Gdy do miejscowości zawitała Królowa
Bona, zobaczywszy Kasię zapragnęła przejąć ją do własnego orszaku,
bowiem na Zachodzie niscy dworzanie świadczyli o dużym splendorze.
Bezdyskusyjnie spełniono prośbę i odtąd karlica zamieszkała na Wawelu, gdzie z polecenia królowej poślubiła karła Kornela. Po pewnym okresie władczyni podarowała parę królowi Hiszpanii.
I choć tam niczego im nie brakowało, dziewczyna tęskniła za rodakami
oraz pięknem rodzimych stronic. I tak zmarła na obczyźnie. Ponoć jednak
jej duch był wielokrotnie widywany przed zamkowym kominkiem. Pierwsza
ujrzała ją Barbara Kamieniecka, gdy jeszcze do Odrzykonia nie
dotarła wieść o śmierci. Zaskoczona pomyślała, iż Katarzyna powróciła,
lecz kiedy weszła do komnaty, postać rozmyła się. Domyślono się, że był
to wyłącznie duch:
Następne podanie związane jest z
wymienionymi wyżej Prządkami;
Panujący tutaj pan Odrzykoński miał trzy
olśniewającej krasy córki, zwane od tradycji przędzenia "Prządkami".
Razu pewnego do jego uszu dotarła wiadomość o mieszkającym za lasami i
górami rycerzu niezwykłego męstwa. Wysłał zatem doń gońca z zaproszeniem na polowanie.
Ten zgodził się i wyruszył wraz ze swym czarownikiem oraz poczetem zbrojnych.
Na miejscu jedna z panien wywarła na nim tak ogromne wrażenie, że nie
mógł uwierzyć, iż to istota ziemska. Postanowił się jej oświadczyć,
najpierw jednak wyjechał z gospodarzem na łowy. Wieczór mijał, mijał, a
po myśliwych nie było żadnego śladu. Zaniepokojony mag razem z trzema
wychowankami wyruszył do lasu. Gdy wtem usłyszeli tętent końskich kopyt. Po chwili
zza zarośli wyłonili się jeźdźcy - niestety nie byli to łowcy, a zbóje.
Magik zorientowawszy się, że nie mają szans na ucieczkę, energicznie
przemienił wszystkich w martwe głazy, które stoją po dziś dzień:
Inna
wersja mówi o tym, iż owe kasztelańskie dziedziczki były bliźniaczkami
nieskorymi do pracy. Lubiły za to trwonić godziny na swawolach. Pewnego
dzionka ojca nawiedzili trzej bracia z możnego rodu. Młodzi od razu
przypadli sobie do gustów. Szczęśliwy Kasztelan wyprawił huczne
zaręczyny. Nie były to jednakże lata pokoju: polskie wojska szykowały
się do wojny z drapieżnym sąsiadem toteż narzeczeni szybko musieli się
rozstać. Zgodnie z panującym obyczajem panie miały wyhaftować swym
wojakom koszule z lnu, po jakie Ci mieli przybyć w drodze do Krakowa za
dwie niedziele. Początkowo panienki gorliwie wzięły się do haftowania,
ale wnet przypomniały sobie o dawnych nawykach. I tak nastała sobota,
przedostatni dzień do przybycia wybranków. Kobiety żwawo chwyciły za
krosna, aż zastał je niedzielny poranek. Widząc to matka nakazała im
uszanować święty dzień. Siostry nie dość, że nie posłuchały, to jeszcze
wyszły na podwórze sądząc, że w blasku słońca przędza będzie się lepiej
snuć. W końcu przybieżyli sami zainteresowani. Rodzicielka opowiedziała
mężczyznom o zjaściu poczym udali się do bliźniaczek. Ale tam zamiast
nich zobaczyli kamienie pokryte łzami grzesznic. To Bóg zmienił je za
łamanie przykazań.
Poniżej kamienne twory.
I flaga obnażająca dyskretną aluzję wobec praw natury:
W dniu drugim okazem do podziwów stał się osobliwy rezerwat w Liwoczu, przez
jaki przebiega Droga Krzyżowa prowadząca do Sanktuarium z Wieżą Widokową:
Napisałam "osobliwy", bo jest w posiadaniu chronionych
stanowisk fauny i flory (Puszczyk Uralski, Krogulec, Grubodziób, Ryjówka Aksamitna, Paź Żeglarz, Kłokoczka,
Śnieżyczka-Przebiśnieg [trudne określenie], Miesięcznica Trwała [jeszcze
trudniejsze ;P] etc.):
Z Liwoczem również wiąże się legenda (a jakże !).
Ponoć
istniała na tym terenie wioska, którą połączono tunelami z pobliskim
Bieczem i tymi właśnie tunelami miała uciekać przed Tatarami królowa
Jadwiga. Niedługo potem miejscowość zapadła się grzebiąc schowaną weń
armię. Oddziały te czuwają teraz w korytarzach sprawując pieczę nad spokojem.
Ponad to Liwocz miał służyć jako miejsce kultu Pogan. Jego pasmo
wchodziło we fragment państewka Wiślan, czego dowodzi fakt założenia
grodu w 9 wieku:
I tak oto dobiegł końca -jak szybkobiegacz dobiega mety- kolejny mój hobbistyczny line-up, kolejna Podróż.
Dusza mojej duszy i życie mego życia. Najwonniejszy balsam, przeczysty lek dla toczącego ciało raka cywilizacji.
Zaś ja biorąca w niej udział (bo tu się bierze udział - nie można być zwyczajnym widzem zza szklanego ekranu) i oddychająca powietrzem tego zakątka przejełam jego kolor, przejęłam smak.
Kolejny do fotograficznej kolekcji -> wielowymiarowy jak wielowymiarowe są podkarpackie połacia...
W latach trzydziestych moja prababka pracowała jako Służka u Hrabiego, którego godność niestety zatarła się w mych pamięciowych przewodach ;).
W każdym bądź razie prababcia z racji służby osiedliła się na Podkarpaciu skądinąd klarują się gałęzie drzewa genealogicznego mojej rodziny.
Dzisiaj chcę zapoznać Was z tym magicznym światkiem, przesiąkniętym wonią siana, makami i słonecznikami -> z podkrośnieńską wsią.
Wsią z prawdziwego zdarzenia; z jej
zwyczajami, wierzeniami oraz trudem codzienności, wcale nie tak sielskiej, jak to często i zręcznie przedstawiali pisarze.
Zatem przed Wami, moi wierni Widzowie, następna refleksja, następna fikcja literacko-fotograficzna. Lecz obie oparte na autentycznych motywach z wakacyjnych wizytacji.
Czy wartych opowiedzenia ? Rozstrzygnijcie sami.
Początkowo obawiałam się o aurę, bo kiedy tylko przekroczyliśmy wojewódzką linię Małopolski, drogę zaczęły zalewać mgliste gęstwiny, miejscami tak zbite, że nic nie było widać w odległości pół metra.
Na szczęście potem...
:-D
I tak Kochani przez najbliższe minuty będziemy przemieszczać się po terenach 2 wiosek (adekwatniej byłoby napisać "wioseczek") -> Wróblika Królewskiego oraz Wróblika Szlacheckiego, przepołowionych betonowym wiaduktem.
Obszar ten wraz z pozostałymi miejscowościami Pogórza Strzyżowskiego zwał się wcześniej Górniakami.
Od 15-wiecza zamieszkiwali go Łemkowie, których w ramach powojennej rusyfikacji przesiedlono do ZSRR, a w ich miejscu osiadli repatrianci ze Wschodu.
W l. 80. XIX wieku doczekał się trakcji kolejowej ze Stacją przeznaczoną do załadunków ropy naftowej z pobliskich kopalń.
Aktualnie Kolej praktycznie nie prosperuje, za to od roku 2000 prężnie rozwija się Elektrownia Wiatrowa z wiatrakami o mocy 320 kW:
Działa też kilka sklepów, Bar, Strażnica, Przedszkole, Gimnazjum i Plac Zabaw.
Miłośnicy wędkarstwa spotykają się nad stawem, aby łowić ryby. Nostalgia i odprężenie.
Seperacja od fabryk, czyste, zdrowe powietrze i wzgórkowate lasy to z pewnością niepowetowane walory.
Najznamienitszą osobliwość stanowi jednak drewniany Kościół pw Serca Jezusowego z r. 1869 z kamienną Kropielnicą w kształcie kielicha, mosiężnymi Dzwonami, a także podświetlaną Grotką.
W jego sąsiedztwie znajdziemy Cmentarz, na którym zachowały się zabytkowe nagrobki rusińskie:
... I jeszcze murowana, greko-katolicka Cerkwia Wniebowzięcia NMPz 1888.
Przykrywa ją 5 metalicznie połyskujących kopuł z wewnętrzną figuralną polichromią.
Dzwonnicę również uwydatniają malowidła wykonane
współcześnie przez lokalnego malarza, Józefa Balickiego:
* Ze względu na fakt, iż własnej fotki Cerkwi nie posiadam, pobrałam ją STĄD.
Przenieśmy się teraz na królewskie pola uprawne:
Oraz szlacheckie połacia:
Bardzo jarzynowy widok nakreślający rajskie tło dla... ... hm, sama jestem ciekawa,
w którą stronę mogłaby pójść dalsza akcja (?).
Póki co na pewno słychać świerszcze, cykady, a wiadomo, że po zachodzie słońca wynurzą się tuziny światełek odblaskowych czyli robaczki
świętojańskie.
Mmm... ... ... tym razem zapachniało mi groszkiem:
I jabłonią:
Stoimy na ulicy potocznie nazwanej "Ul. Samobójców".
Właściciel tej chatki też się powiesił - zza szyb aktualnie wygląda totalna cisza. I tylko wciąż rosnące iglaki zdradzają obecność jakiekolwiek tchnienia:
Natomiast w poniższym domostwie mieszka teściowa jednego z członków Kabaretu Moralnego Niepokoju ;-]:
Ojcowizna:
Z ziemiami splata się mnóstwo frapujących przekazów związanych z nawiedzaniem przez dusze zmarłych.
Być może ma to związek z tym, iż w przeszłości poległo na nich wielu żołnierzy, jacy nie doczekawszy pogrzebu nie umieli odejść do "pozagrobowego" wymiaru (?).
Pamiętam spędzane tam wakacje, gdy wieczorami dorośli śpiewali ukraińskie Dumki albo zasiadali do drewnianego stołu, a my - rozbuchane dzieciaki - podsłuchiwaliśmy zza ściany dziadkowych opowieści.
Z 'duchów' najczęściej wymienianym była męska czarna postać w kapturze "bez twarzy".
Ukazała się na przykład mojemu ojcu, który nabierając po zmroku wodę ze Studni, podniósł głowę, a nad nim stał ów zakapturzony mężczyzna. Przerażony odrzucił wiadro i zaczął uciekać, a odwróciwszy się przy Ganku, nikogo już nie zobaczył...
W ogóle będąc młokosem bałam się hasać po ichniejszym Strychu - ciągle coś tam skrzypiało, stukało...
Dobę po śmierci ciotki posłyszałyśmy na nim z babcią miarowe kroki, jakoby ktoś przechadzał się w te i we wte...
Przyznam, że zawsze z lekkim niepokojem zasypiam w tym starym domu :-).
I coś, co mnie -wygodnickiego mieszczucha- każdorazowo zaskakuje to spokój, z jakim o tym wszystkim mówią; jakby to było zupełną normalnością.
A w nawiązaniu rodzinne grillowanie z serii "Upiór-Party" ;-):