'Chodzić własnymi drogami nawet po obcych lądach...'
Fotoblog o podróżach; o odkrywaniu piękna w 'niepięknie', o zapachach historii i barwach architektury.
Ale i o poszukiwaniu na proscenium świata własnego "więcej", które wyraża się w codziennym życiu i jego akapitach.
Oto kolejne miejsce w Wirtembergii, które wywarło na mnie wrażenie.
Lecz jak na to wzniesienie dotrzeć ?:
Bardzo prosto !
Przystajemy na głównym Parkingu w miejscowości Lochen, zaś dalsza droga to około 20-minutowa wspinaczka po sąsiadującej ścianie z wapienia. Mniej więcej (mniej;)) od połowy robi się nieco raźniej, bo pojawiają się kamienne schodki prowadzące ku samej górze:
Aczkolwiek zdecydowanie polecam wejście, ponieważ na wzgórzu czekają nas pocztówkowe obrazy:
Moja przestrzeń:
Zmierzając na północ dojdziemy do drewnianego krzyża wbitego w szary masyw stanowiący granicę, za którą już tylko przepaści...
Przepaści oraz wspaniałe widnokręgi.
Tu troszkę przydymione:
I bardziej wyraziste:
Panorama miejska:
Panorama niebiańska ;):
A niżej jeszcze locheńskie kadry wykonane porą zimową:
Marzec kończy się dawką cieplejszych temperatur oraz szwarcwaldzkiego błękitu, co niezmiernie cieszy mą duszę i serce.
Korzystając z zaistniałego faktu pogodowego w ubiegły weekend wybraliśmy się ze znajomymi na skałki widokowe w odległym o 20 minut Gosheim (to już kolejny raz).
Dziś nadal otulona puchem słońca chowam Was do kieszeni podążając korytarzem minionych chwil:
A droga długa byłaaa...
... acz zdecydowanie warta tego, co później uraczyło nasze podniebienia:
Prowadziła wzdłuż urwiska, zabezpieczonego jedynie sznurem:
Tymczasem za nami:
Ścieżka doprowadziła nas pod Weisses Kreuz stanowiący integralny element krajobrazu:
Krzyż stanął w 1930 roku z polecenia Matthiasa Webera na wysokości tysiąca metrów.
Konsekrowany oraz odnowiony w 2010 roku dzięki Horstowi & Melanii Weiss:
Głębokie wdechy świeżego tlenu pozwoliły nabrać sił na następny absorbujący w pracy tydzień
(2 pierwsze zdj. gorszej jakości, bo z telefonu):
Wiosna, wiosna, ach to Ty !:
Po relaksującej przechadzce nie pozostało nic innego jak... dalszy relaks ;) -> tym razem w postaci grilla.
A na ruszcie znalazły się- pikantne kiełbaski z serem, szaszłyki, nadziewane pieczarki i łosoś w mozarelli:
I ciekawostka poznawcza tj konar, któremu nadałam miano "Pół twarzy":
Na finisz jeszcze kilka ujęć z wakacyjnego wypadu ze znajomymi, z którymi wyszliśmy przy okazji na pobliską górę Lemberg (1015 m).
Na szczycie znajduje się 33 metrowa Platforma Widokowa: