Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty

13 kwietnia, 2012

Węgierskie skarby - Baszta Rybacka.







Nie często bywam na blogu, gdyż razem z nadejściem cieplejszego sezonu dużo aktywniej spędzam dnie 
/to podobnież jak moja pasja, która w trakcie zimowego snu stacjonuje na odległej planecie\. 

Jednak ten tydzień był tak pogodny, że aż mnie natchnęło - a konkretniej przyszedł mi do głowy pewien pomysł na urozmaicenie węgierskich treści ->> architektura kamienna. Popielata przestrzeń, taka baśniowa. Taki ciężar. 


A ciężar będzie dotyczył Baszty Rybackiej, jakiej replikę widziałam na niedawnej wystawie cukierniczej  ;<).

Zdjęć wstawię nie mało - wyrywków mojego świata. Tam i Wtedy. Bez względu na to, co się za nimi kryje, może rozjaśnią komuś deszczową noc.



Na dobry początek mijane przez nas piękności:









Słów kilka o Parlamencie
- skoro już parokrotnie przewijał się między wierszami.

To doskonałe, neogotyckie gmaszysko z 1884 roku z setkami sal \jego powierzchnia wynosi 17.700 m2/ stanowi żywy wyraz kulturowej tożsamości i do dzisiaj pozostaje sugestywną dumą epoki Modernizmu.

Kopuła centralna ma 96 m, co jest świadomym odniesieniem do zwycięskiego podboju Madziarów w 896 roku. Sklepienie podtrzymują kolumny z podobiznami władców, natomiast pod sklepieniem mieści się hall z 16 ścianami, gdzie odbywają się uroczystości państwowe:



 




I w końcu Baszta Rybacka.

Ta disney'owska budowla z wieku XIX usytuowana jest na przeciwko Góry Zamkowej jako zdobna rama Kościoła Św. Macieja. 
Swój afektowany, pseudogotycki wystrój zawdzięcza rozbuchanej wyobraźni F. Schuleka. 
Siedem stożkowatych wież symbolizuje namioty siedmiu plemion madziarskich, które zamieszkiwały tutejsze tereny:

 








Filarowe 'okiennice' rodem z Turcji ;) oferują niebotyczne uniesienia:



Subtelnym przeciwieństwem bajkowej absurdalności jawi się Galeria Narodowa:



Pora na świątynię Macieja.

Niektórzy twierdzą, iż to wszech-dzieło europejskiego Eklektyzmu, inni przyrównują ją do przesadzonej scenografii teatralnej. Niemniej jednak trudno potraktować milczeniem ów olśniewający dobytek.


Kościół prosperuje pod patronatem monarchy Macieja, który zawarł w nim swoje dwa śluby. 
Do wnętrza wchodzi się przez portal Marii z 14-wieczną płaskorzeźbą przedstawiającą zaśnięcie Najświętszej Panienki. Stonowana przestrzeń przypomina średniowieczne wzornictwo, zaś w Kaplicy Loretańskiej góruje barokowa Czarna Madonna z 17-go wieku.
Grzechem byłoby też przeoczenie w oratoriach obszernej kolekcji sztuki sakralnej:





Zamiłowanie Schuleka do ornamentów przejawia się między innymi w 80-metrowej wieżycy:



Finezyjne zadaszenie przywodzi na myśl dywan z kreskówki o Sindbadzie ;O:



A tutaj konny Pomnik Stefana, pierwszego króla Węgier:



I wreszcie (czy ktoś jeszcze dotrwał do tego miejsca ?) arcymalownicze pejzaże z tarasów na Parlament, Katedrę Św. Stefana i miasto.

Proszę tylko nie patrzeć na barwy krzewów green, brown and red - to znaczy patrzeć, jak najbardziej, ale nie w kontekście opowiadanej historyjki, ponieważ mają one niewiele wspólnego z zimnymi, kamiennymi okładzinami:
 






Wychodząc z Baszty wstępujemy na pobliską uliczkę z przemiłymi kawiarenkami, gdzie wiatr przywiewa orzeźwiający akord.
Nieoczekiwany...



Ten akord to esencja-kwintesencja przemijania przez tamte niezapomniane wakacje:





29 marca, 2012

Węgierskie skarby - Wyspa Małgorzaty.







Nie dowierzam własnym oczom ! Otwieram szerzej źrenice, aby nic nie uronić z całego tego piękna --> filozoficzna medytacja i zachwycenie: a więc jednak ! Jednak przyszła, jednak doczekałam. . .

WIOSNA  :-D  !!!


Przez zasłonę zagląda do mnie Pan Marzec. Jest muskające ciepło słońca, jest niebo Vermeera. Są wybielone brzozy i nagie pola, ponad którymi śpiewają słowiki. 
A niedawno widziałam klucz ptaków (czyżby dzikich gęsi albo żurawi ?...) lecących na północ. Wyciągnęłam aparat, niestety nie zdążyłam pstryknąć im zdjęcia, bo za energicznie szybowały.


WIOSNA.

Wiosna toteż zostawiam za sobą mosty, pomniki, zostawiam kamienice i przenoszę się na zazieleniony ląd. Tam, gdzie drzewa rozjaśnia włoski błękit, a w powietrzu krąży zapach zakochania.



Zapraszam Mili Blogowicze na drugą odsłonę węgierskiego tryptyku - na swoisty fotograficzny zielnik, jako że w tym wydaniu udamy się na Wyspę Małgorzaty.
Nie rzadko bowiem powiadają, iż "miłość zaczyna się i kończy na małgorzatowej wyspie", dlatego że od XIX wieku owe malownicze rejony uchodziły za sekretne miejsce zakochanych.

Obecnie wyspa posiada wiele twarzy.
Tutejsze źródła cieplicowe zasilają kompleks nowatorskich basenów (również dla naturystów ;)) oraz prestiżowe hotele -> fin-de-siecle'ową Ramadę Grand oraz postnowoczesny Thermal.
Cały park zwiedzać można na wypożyczonym czterokołowym rowerze:



Tuż przy zejściu z Mostu Małgorzaty podziwiamy największą w kraju Grającą Fontannę, jakiej strumienie "tańczą" naprzemiennie w takt muzyki klasycznej i filmowej:

 




Zlokalizowana powyżej Wieża Ciśnień stanowi punkt orientacyjny do odnalezienia Klasztoru Dominikanek. 

Jeśli ufać legendzie, król Bela IV oddał do tutejszego Zakonu swą 9-letnią córkę Małgorzatę w ramach ślubowań za powstrzymanie przez Węgrów ataku mongolskiego. Księżniczka zyskała poważanie dzięki świątobliwym czynom jak opieka nad trędowatymi. Po śmierci została beatyfikowana oraz kanonizowana. 

Sam kościół popadł w ruinę podczas inwazji tureckiej, kiedy to wyspę przeobrażono w harem.
W trakcie prac archeologicznych wydobyto na światło dzienne pozostałości podziemnych krypt: 

 






Na wschód znajduje się Kaplica Norbertanów z dwunastowieczną Wieżą romańską. 
Wiszący w niej Dzwon jest jednym z najstarszych w państwie:



Kontynuując spacer w kierunku północnym warto zatrzymać się w Alejce Artystów kryjącej wizerunki osób, które przysłużyły się narodowej kulturze:





Z kuchni dobrze posmakować ichniejszego gulaszu z papryczką Chili (w zawrotnie brzmiącej cenie -> 1500 ;) Forintów) tudzież popularnego langosza posypywanego serem. Wśród piw bezdyskusyjnie góruje Arany Ászok:







Na krańcu wysepki natykamy się na Alpinarium. 
Przy lirycznych sadzawkach i mini-skalniakach hoduje się tropikalną roślinność, w tym cudnie wielkie lilie
[a propos - habsburskim ogrodnikom należy się uznanie za wypielęgnowanie ponad 10 tysięcy platanów czy dębów]. 

Nieco niżej mieści się niesłychanie barwny Ogród Japoński:












:-P


Powszechny sposób wypoczynku stanowią pikniki na trawie:



Przed ogrodem różanym nieodmiennie uwagę przyciągają ruiny Kościoła Franciszkanów z końca XIII w. 

Na podstawie zachowanych dokumentów wiadomo, że nieopodal stał Pałacyk Biskupa z Esztergom, a także rycerski Zamek Jezuitów:





W następnej kolejności zaglądamy do miniaturowego ZOO z ptactwem wodnym;
na jednym z drzew duma orzeł z zadartym dziobem, przy dziuplach gaworzą przepiórki i łabędzie, a pawie pysznie rozkładają nietuzinkowe ogony...

 


I polski akcent - bocian:







Z samego tyłu Stajnia z rumakami ;-):

 




Wszystkie te niecodzienności znajdziecie w jednym miejscu - na Wyspie Małgorzaty.

Rozczaruje się ten, kto wychodzi z założenia, że pośrodku krzyczącej stolicy nie da się zrelaksować. Bo przez ów rozmach przebija się zacieniona oaza zaskakująca przepychem natury, a równocześnie łagodząca futurystyczne rysy. Miasteczko-Ogród tworzące z okruchów wydarzeń i detali rajskie dopełnienie całości.


Serdecznie polecam !