Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schwarzwald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schwarzwald. Pokaż wszystkie posty

06 czerwca, 2017

Nad Jeziorem, ale nie Bodeńskim ;-).

Niemcy to nie tylko osławione Bodensee.
Inne, niemniej urokliwe jezioro, to schwarzwaldzkie Titisee, które zajmuje powierzchnię 1,3 kilometra i ma średnio 20 metrów głębokości (a maksymalnie do 40-stu). 
Swe istnienie zawdzięcza lodowcowi Feldberg, jakiego morena formowała się w Plejstocenie. 
Aktualnie odgrywa funkcję uzdrowiska z przyległym kompleksem basenowym oraz skocznią dla narciarzy.


Nazwa wywołała swego czasu niemało zamieszania, albowiem wiąże się z nią kilka przenikliwych legend. 
Najpopularniejszą stanowi opowiastka o dzieciach, które wyłaniają się z jego głębin (stąd alemańskie "Tetisee"). 
Według innej miał tu często przebywać rzymski generał Tytus i to ponoć on nadał jezioru imię. 
Pierwsze udokumentowane zapisy o tym można odnaleźć w Klasztorze Allerheiligen w szwajcarskim Schaffhausen ("Titinsee", "Dettesee").



Pora na zdjęcia:







Pora na rejs motorówką:













Pora coś przekąsić ;):











Aż w końcu pora na spacer po Parku:









31 maja, 2017

Nad przepaściami (życia) - cz.3.









Zgodzicie się ze mną, że pięknie ?:



Oto kolejne miejsce w Wirtembergii, które wywarło na mnie wrażenie.

Lecz jak na to wzniesienie dotrzeć ?:



Bardzo prosto !
Przystajemy na głównym Parkingu w miejscowości Lochen, zaś dalsza droga to około 20-minutowa wspinaczka po sąsiadującej ścianie z wapienia. Mniej więcej (mniej;)) od połowy robi się nieco raźniej, bo pojawiają się kamienne schodki prowadzące ku samej górze:







Aczkolwiek zdecydowanie polecam wejście, ponieważ na wzgórzu czekają nas pocztówkowe obrazy:













Moja przestrzeń:



Zmierzając na północ dojdziemy do drewnianego krzyża wbitego w szary masyw stanowiący granicę, za którą już tylko przepaści...



Przepaści oraz wspaniałe widnokręgi.
Tu troszkę przydymione:



I bardziej wyraziste:









Panorama miejska:



Panorama niebiańska ;):



A niżej jeszcze locheńskie kadry wykonane porą zimową:















15 listopada, 2016

Spływ rowerkiem po Dunaju (i nie tylko... ;)).








Szukałam jakiegoś wiersza o Dunaju w przekładzie niemieckim - okazuje się, że nie tędy droga. 
Trudno bowiem oddać poetyzm w twardym niemieckim brzmieniu i długości wyrazów ;-). 
Zatem może bez zbędnego myślenia skojarzeniowego skupmy się wyłącznie na przekazie fotograficznym. On również zawiera to "coś", szczególnie iż przechadzając się nad ciemnymi głębinami uchwyciłam sporo artystycznych detali. 

Tym samym zapraszam na następną dozę nieprzyzwoitej ilości zdjęć - aczkolwiek musiałam zamieścić je wszystkie, bo każde z nich uosabia ważny element tego, co widziałam. A widziałam mocno oddychające miasto u stóp dumnego wzgórza, pocięte układanką zielonych dróg.
Rzecz bezsprzeczna, nie są to widoczki, jakimi mógłby pochwalić się zacny fotograf - ale ja mogę ;).


Weekendowe odwiedziny u znajomego w badeńskim, 35-tysięcznym Tuttlingen.

Najpierwej Dunaj.
A także malarskość niczym nieskrępowanej wyobraźni natury; te miejsca istnieją naprawdę - i to w sercu betonowej dżungli !:







Impresjonistyczne pociągnięcia pędzlem:



W celu umilenia dnia, decydujemy się na spływ rowerkiem.
Jako feedback od niebios dopada nas 15-minutowa ulewa, na szczęście pogoda w miarę szybko powraca do normy:









"Świńska rzeźba" dryfująca na wodzie 
/nie wnikam nawet, co autor miał na myśli...
... chociaż... ... być może jest to powiązane z faktem, iż świnia uchodzi w tym państwie za zwiastun szczęścia ? Germanie bowiem uważali je za święte. Nieprzypadkowo w j. niemieckim utrwalił się idiom "mieć świnkę", co oznacza po prostu "mieć farta".
I tak przykładowo na sylwestrowym stole zawsze winna stać świnka ;-}/:



Idziemy do rozległego Parku:







Czy ktoś zgubił kapelusz ? ;-}:





Itinerarium błądzeń ludzkich, ludzkich wynalazków:





Czas na kebab w cieście u bardzo rozgadanego Turka ;).
Po nim udajemy się na stary Cmentarz z nową Kaplicą:



Trwanie takowych miejsc jest ograniczone. Trzeba korzystać, póki jeszcze są - opustoszałe, samotne. W miarę opustoszałe, umiarkowanie samotne:





Tu jest tak jak lubię - słonecznie, lecz jeszcze mokro po deszczu. I wiosennie (a przecież już jesień):





Cienie iglastych wieżyc, a w oddali chwiejne linie horyzontu
- my zmierzamy na wzgórze Honberg:



Na jego wierzchołku niegdyś strzegł ładu średniowieczny Zamek, który niestety nie przetrwał w swej pierwotnej formie.
Za to kamienie z zamkowych murów posłużyły do odbudowy miejscowości po ogromnym pożarze w 1803 roku. W wieku 19 zrekonstruowano dwie wieże wykańczając je czerwoną dachówką.
Aktualnie odbywają się tam pikniki tudzież pokazy sztuk walk:



Pradawne w swym wydźwięku dzieje o zmurszałych prześwitach. 
Oraz wszechwładne królowanie okrągłej baszty wyrastającej z tyłu niczym wyrób bawarskiego cukiernika:







Panorama z werandy -> 
modernistyczna linia architektury Tuttlingen zamknięta łukami Gór Schwarzwaldzkich.
Miasto przemienione we własną miniaturkę, kolorowe, czyste i słodkie:







Osypujące się ruiny uwielbiają słońce, to wiadomy fakt.
Tak wiec na przystawkę niezrównoważona harmonia światłocieni przewyższająca w tej chwili wszystko inne.
A reszta ? Reszta to milczenie...



Na koniec (tak szybko ? niemożliwe ! ;)) wyjątkowy zachód, który widziałam właśnie w ten sposób: