28 lutego, 2011

Moje rodzinne miasto. Geneza Mnie.




Najnowsze doniesienia:
na drogach ślady po migoczącym śniegu. Otulający szron po horyzont odebrał werwę do pracy, gdzie dzisiejsza obecność nie jest obowiązkowa (całe szczęście !) więc z przyjemnością odwiedzam swoje rodzinne miasteczko, w którym nie mieszkam już od Obrony Licencjata. 


Andrychów - bo o nim mowa - leży w województwie małopolskim, 15 minut od rodzimych stron Papieża Jana Pawła II, Wadowic. Leży sobie malowniczo, bo u stóp Beskidu Małego

Osada ta została założona na przełomie 13 i 14 wieku prawdopodobnie przez wychodźców z Moraw.
Po prawdzie w wykazie Świętopietrza została użyta nazwa "Henrychów" ('cclesia de Henrichov'), ale i tak panuje przekonanie, że praworządnym nazewnictwem jest "Jędrzejów" pochodzący od im. założyciela. 

Nie wliczając długowiecznych tradycji przemysłowych (głównie bawełnianych oraz maszynowych) możliwości, jakie dały góry w pełni wykorzystano - działają tu szlaki turystyczne (m.in. na Leskowiec, Groń JP II, Kocierz, Babią Górę), wyciągi narciarskie bądź ścianki wspinaczkowe.



Ykhm, ja tu sobie nici o A-chowie nawijam, a kwadransy upływają... 

Zatem z wielkim uśmiechem chciałabym się podzielić najnowszym doniesieniem - a mianowicie w mych folderowych czeluściach doszukałam się bezludnych Plant, po jakich chadzałam rok temu licząc przydrożne rzeźby i osamotnione drzewa. I wolno uczyłam się zimowego alfabetu: A jak Alchemia, B jak Biel, C jak Cuda :). 


To teraz dowody - troszkę kiczowate, troszkę malarskie -

- Park Miejski:



Przypomniałam sobie, jak wtedy oszołomiły mnie śnieżne diamenty skrzące się w świetle. 
Zaś po zapaleniu ulicznych lamp uwidoczniła się istna kopalnia diamentów ! 
A co najkomiczniejsze - wszystko zupełnie za darmo; nie trzeba było kopać, zabiegać, kupować. Wystarczyło patrzeć.
Chłonąć białe przestworza zimowego oceanu:



Tak więc powstało nowe studium przedmiotu [czy może podmiotu ? Bo to Ja czułam się zbędnym dodatkiem w tym otwartym autoportrecie nie mającym ram. Bez mojej osoby byłby identyczny - cały ten Cud, cienie śniegu, nawłocie nagich gałęzi  - to wszystko byłoby przecież identyczne].

I będzie identyczne:



Trzeba iść dokądkolwiek.

Trzeba ufać drodze.

Gnuśnieję, kiedy nigdzie z domu nie wychodzę.


- J.I.Sztaudynger


Podpisuję się pod tym wierszykiem polskiego mistrza fraszki. 
I mniejsza o to, czy droga jest polna czy asfaltowa, słoneczna czy deszczowa - najważniejsze, aby PODĄŻAĆ NA PRZÓD. 
I niechaj to będzie moje motto na NR:

 


  




Świątecznie przybrana Starówka w klimacie małej, galicyjskiej miejscowości:





Kto myśli, że ominie go sesja wedle pór roku, niech lepiej pogodzi się z nieuniknionym ;).
Ponieważ przejście od zimy do wiosny to konkretny czytelny symbol => niedawno skończył się 2010' toteż przed nami świeży etap.

Zatem przechodzimy:


* Ów klasycystyczny parterowy Pałac Bobrowskich na planie podkowy /tego typu dwory były powszechnie zakładana przez szlachtę zachowując schemat średniowiecznych założeń zamkowych o zredukowanym programie budowlanym/ wybudował Marian Przyłęcki, lecz literatura nie podaje dokładnej daty.
Część środkową zdobią porty z kolumnami doryckimi i trójkątnym frontonem z herbami, z kolei na lewą, boczną część przypada Baszta, w której aktualnie obywają się koncerty rockowe.


---   ---   ---

Dworek otacza pokazane już wcześniej założenie parkowe z wkomponowanym Kościołem Św. Macieja.
Największe atrakcje w nim stanowią piękny, stuletni dąb, a także Staw Anteckiego z wysepką, na jakiej egzystuje ptactwo wodne:





Kiedy byłam nastolatką, prosperowała tu Przystań z łódkami i kajakami:










I obramowanie rzymsko-katolickiego Kościoła Świętego Macieja z 1721 r.
Beżowa świątynia ocieka wewnątrz "złotem" i uderza ilością barokowych ornamentów:


Nastało lato, a razem z nim wielogodzinne przechadzki z psem.

Moje tajemne przejście do...





... lasu. 
Soczystego, zielonego, przycienionego:



... a potem już jesiennego:

 


Te mieniące się światłocienie przenosiły mnie w inny wymiar; przenosiły na jarmark o brązowej dominacji suchych listków. A do tego zaglądanie w odnóża starych konarów. 

I jeszcze pierniki do herbaty u mej rodzicielki w przytulnym, "drewnianym" mieszkanku.
Mmmm ;):



Nawet w trakcie burzowej aury nie zabrakło mi odwagi ;-].
Kłęby chmur niczym parująca stal, tony podłoża układane warstwami, a na nich pasiaste liście porozrzucane na wschód i na zachód:



W gminie można odnaleźć liczne przykłady architektury drewnianej
[choć sporo z nich zostało beztrosko przebudowanych w latach 90-tych]: 





Na zbliżeniach stożkowy dach parafialnego Kościoła Św. Stanisława powstałego w latach 1981 - 1985 oraz konsekrowanego przez Kardynała Franciszka Macharskiego. 

Nowoczesny, bez jakiejkolwiek duszy, jednak cóż - w taki deseń dzisiaj się projektuje -> bezdusznie byleby było funkcjonalnie:







A niżej Wieża Ciśnień w rubinie zachodzącego słońca 
(będąc dzieckiem łudziłam się, iż to Wieża Kontrolna dla samolotów ;-p).


Udało mi się schwycić brodzącą po rzece na rumaku Helenę Modrzejewską ;>:



Andrychowską ciekawostkę stanowi Pomnik Płatowca myśliwskiego Lim-2 wyprodukowanego w 1956 roku przez WSK Mielec
Tylna cześć Lima pozostawała w czynnej służbie wojskowej aż po1983:



Na tym zdjęciu z kolei ścianka upamiętniająca Żołnierzy Wyklętych:



I jeszcze fontanna, jaka zachwyca przyjezdnych (szczególnie nocą, gdy podświetlają ją barwne stroboskoby). 

Podobizny nie posiadam, podobiznę pobrałam z oficjalnego profilu miasta na Facebooku:



I wnioski, bo czasu niedużo:


Moje rodzinne miasto. Geneza Mnie. 
Mam z A. bez liku różnorodnych wspominek (...).


Gdyż to zakątek czarowny, choć niekiedy groźny (jak te chmury z fotosów), kryjący doskonałą przyrodę. I troszczący się o życie kulturalne miaszkańców - Wieczorki Austriackie, Konkursy Recytatorskie, Międzynarodowe Teatry Uliczne, wernisaże, częste wydarzenia muzyczne... 
Poza tym Beskidy...
... Co roku tylko gęściej, jaśniej...

Obecnie przebywam w innym mieście. Bez tak powszechnej magii, za to w bardzo realnej sieci ulic. Też są wystawy, galerie, są powroty do ulubionych miejsc i odkrywanie nieznanego. Jest nabieranie dystansu, są retrospekcje... 
I rzecz najbardziej oczywista --> wspominanie.
Mojego Andrychowa.