25 kwietnia, 2011

Silent Shout - czyli słowo o jaskini.

WARPAINT - 'Majesty'




W ten uroczy początek tygodnia udamy się szlakiem -jak go nazwałam- Dla Miłośników Cudu Matki Ziemi.
Chodzi o tę część czeskiego Krasu, jaka jest kojarzona z enigmatycznymi grotami o futurystycznych naciekach.
Tutejsze niezwykłe ukształtowanie wapiennych złóż sięga aż okresu Dewonu.


Niniejszą przygodę rozpoczniemy od przejażdżki koleją linową na odcinku Skalnego Młyna, kończącej bieg przy Jaskini Punkevni.
Kolejka ta zapewnia połączenie między pomostami nad przepaścią Macocha (138 metrów wys.), będącej największą czeluścią tego typu w środkowym kontynencie. Przepaść, którą dzięki szczególnemu mikroklimatowi wypełnia zaiste lagunowa flora, powstała po zawaleniu się stropu olbrzymiej pieczary. Na dnie płynie jeziorko mające "zaledwie" 30 m głębokości.

Absorbująca ludzką ciekawość nazwa opisywanej odchłani wywodzi się od okolicznego apokryfu głoszącego, iż niedaleko żyła wieśniaczka z wielce słabowitym synem. Stara wiedźma-znachorka podszeptała jej, że chłopiec ozdrowieje w zamian za śmierć jej pasierba. Zaprowadziła więc pasierba nad skraj urwiska poczym zepchnęła go w dół. Jakiż był jej ból, gdy w domostwie zastała martwego potomka. W histerii porwała jego ciało i zeskoczyła wgłąb osuwiska. Tymczasem pasierb spadając, uchwycił się jakiegoś konara, co pozwoliło mu ocaleć.


Macocha cieszyła się też swego czasu popularnością pośród romantycznych samobójców.
Spowodowało to, że jeszcze w ubiegłym stuleciu istniał niekonwencjonalny zawód Wynosiciela Zwłok z przepaści:





Na niektórych odcinkach zalega jeszcze śnieg:





A teraz obrazek z balustrady widokowej u dołu - >
ów blok skalny wykorzystuje się do wspinaczki:



I wreszcie mamy sposobność poprzechadzać się grotami Punkevni wśród atrakcyjnych stalaktytów i stalagmitów z deszczowej wody.

Najmocniej zajmującym etapem oglądania okazuje się półkilometrowy spływ łodzią po cudnie turkusowej rzece. Należy uważać na głowy, aby uniknąć ewentualnego zderzenia z czołem któregoś z uformowanych stalagnatów.

Turkusowe jeziorko na końcu spływu:












Zwróćcie uwagę jak prześlicznie odbija się pejzaż w lustrze niczym niezmąconej toni jeziora:



Cienie majaczą na ścianach, a światło mieni się subtelną pozłotą:







Robienie zbliżeń mapom to tak zwane "zboczenie zawodowe" większości pilotów ;-]:



Zielono mi :-D:






Kwintesencją esencji zawsze jawi się dla mnie las ożywiający w duszy magiczną - jak to zwykł mawiać kochający naturę naród Portugalczyków --> Saudade:
















I biała kora brzóz...



Na dzisiaj dziękuję już za wspólnie spędzone momenty i oczywiście zapraszam na wyprawę do krasowych jaskiń !



24 kwietnia, 2011

Morawskie miraże.

STAN GETZ / ASTRUD GILBERTO - 'Corcovado' 




Specjalnie dla Was Kochani kolejny prezent z okazji Dnia Bez Okazji tzn. sesja o pewnym powabnym miejscu, noszącym miano Mikulov.

Chciałabym podzielić się z Wami serią tychże widoków, chociaż nie są ani profesjonalne ani wspaniałe. Raczej zdominowane szarą porą roku.
Jednakże cenię sobie je za;
* pozytywne wspomnienia, które przywołują
* brak turystycznych ławic
* lampkę czerwonego wina w doborowym towarzystwie

Owo mieniące się kolorystyką, czeskie miasteczko z wieloma perełkami architektury, pośród jakich prym wiedzie Pałac Dietrichsteinów (zdecydowanie !), leży w pobliżu austriackiej granicy.


---

Wymieniony pałac początkowo stanowił romańską fortecę z XI, dopiero pięć stuleci potem nabył go zacny ród Dietrichsteinów.
Do kluczowych epizodów na tejże posiadłości zalicza się pobyt Napoleona Bonaparte, który w 1805 wybrał ją do negocjacji pokojowych po walce pod Austerlitz.
Aktualnie organizowane są tu uroczystości zbiorów winogron (tzw. Winobranie).

Do prawdy niesamowitość:









Rezydencji strzeże brama z filarowymi podporami i finezyjną ornamentyką:





Wszędobylskie winnice nadają miejcowości niepowtarzalnej, roślinnej atmosfery:





Godny skrupulatnego prześledzenia jest jedyny w swojej krasie Rynek.

W pierwszym rzucie w oko wpada żydowska Synagoga. W następnym - harmonijna Kamienica Pod Rycerzami wzbogacona sgraffitowymi motywami:



Motyw maryjny na Synagodze:



Hotel Vivaldi:



Jednakże w autentyczne 'khatarsis' wprawiła mnie Kolumna Św. Trójcy utrzymana w rokokowym klimacie. Do tego pagórkowate tło oplatające widnokręg niczym tęcza:







I w wiklinowej odsłonie:



Mmmm... Mikulov... Żadnym językiem mówić o nim nie potrafię:









Wprawdzie nie wiem jak reprezentuje się na dzień dzisiejszy, ale wówczas było tak:
- pochmurnie, a mimo tego nasycone barwy kontrastowały w obiektywie 
- na słońce nie mogłam liczyć, czego wynikiem stała się sesja zdjęciowa w odcieniach popieli, brązów i żółci

Lecz najpiękniejsze było to, co skrywały podmiejskie kamieniczki -->> dyhotomiczne zestawienia ohry z pomarańczami przybrane kostiumami w rozmaitych stylach.
Jednocześnie owe zestawienia jawiły się niby najszlachetniejsza architektoniczna próba:







Żywię nadzieję, że choć w minimalnym stopniu zaraziłam Was tym maleńkim skrawkiem ziemi, który sam w sobie stanowi ogromny zabytek. Jeżeli tak - wybierzcie się tam czym prędzej, by na własnej skórze doznać mnóstwa wzrokowych orgazmów ;P.



22 kwietnia, 2011

Tropem brneńskiego smoko-krokodyla.

Sountrack ESSENTIAL KILLING - 'Ending Theme'




Nostalgiczny piątek, miły compagon de voyage, a ja podążam wspomnieniami przez Morawski Kras do stolicy Czech - Brna. Stolicy o grubo ponad dziewięćsetletnich dziejach.


Jesienna aura powoduje, iż moje ukochane Morawy dodatkowo nabierają brązowo-złocistych rumieńców:



Najpierw wychodzą mi na powitanie dziesiątki przewodów trolejbusowych. Krajobraz do wybitnych nie należy, na szczęście z pomocą przychodzi brneńska architektura, bowiem chwilę później horyzontalną linię przecina zdobna Arteria Masaryka.


___
Generalnie oblicze miejscowości kreuje rezydencja Špilberk zbudowana za rządów Przemysława Ottokara II, a która w 19 wieku pełniła funkcję więzienia dla skazańców politycznych:



W oddali na wzniesieniu Petrow widnieje Katedra Św. Piotra i Pawła z okresu Gotyku. Okala ją wieniec domków kanonicznych z arcybiskupią willą.

Skręcając w prawo do Ulicy Biskupiej dojdziemy do kiermaszu, na środku którego stoi barokowonaturalistyczna Fontanna Parnas, zaprojektowana przez B. Fishera:



Dalej Kościół:

 


 

I zapierające dech wnętrze:





Zabudowania w Centrum:







Zemsta Szalonego Architekta ? :-):

 


Tu nieco lepiej:



W ryneczku usytuowano XIII-wieczny Ratusz z symbolem smoka-krokodyla {designer chyba nie mógł podjąć ostatecznej decyzji, co do gatunku zwierzyny ;P}. 
W swych zbiorach odnalazłam jedynie poniższą podobiznę tj. tablicę z plakatem smokoaligatorowego stwora 
(kumpel na foto załapał się już gratisowo ;-p):



Ze zdobionych na ratuszowym portalu wieżyczek jedna jest przekrzywiona, w efekcie czego została żartobliwie ochrzczona "zwiędłym fiołkiem":


Z ciekawostek dodam, że nieopodal znajduje się cudny pałacyk mieszczański Schrattenbachův Palác, w jakim pomieszkiwał Mozart jak również Villa Tugendhata wynajmowana przez matematyczną sławę, Mendela.


I jeszcze dwa akcenty:

 




Zmrok cicho oblewa śródmieście:







Po afektowych uniesieniach przemieszczamy się autokarem na spoczynek do hotelu.
Purysta nie znający specyfiki naszej grupy mógłby pożyczyć dobrej nocy. Lecz to purysta-ignorant ;). Nikt bowiem nie zamierza się kłaść mając do wyboru -naście czy raczej -dzieści bukietów smakowych win z pobliskiej restauracji.  

"Carpe diem !" - jakby skonkludował Horacy. "Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, na co trafisz" - dorzuciłby z uśmiechem Forrest Gump:











... Się działo ;->...