16 marca, 2014

Łyżka wiosny w szklance zimy ;-).

Z wolna skradają się moje najulubieńsze z ulubionych, wiosenne wypady, jako że osuwanie zimowej kurtyny nie tylko w teorii, ale i w praktyce dobiega kresu. 
Nadchodzi wiosna. Wiosna, WIOSNA, WIOSNAAA... 
Zamiast budzika rano budzi mnie słowicza opera, a atmosferyczne wyże miło łechcą policzki...

- z takimi oto pozytywnymi myślami wę­dru­jąc szla­kiem za­mi­ło­wań beskidzkich paralotniarzy natknęłam się na po­ło­żo­ną 761 m nad poziomem morza Górę Żar, zalaną od stóp jeziorem.

O Żarze wspominałam już z okazji tagu dot. Międzybrodzia.
Przypomnę tylko, że na całym Podbeskidziu kojarzy się on przede wszyst­kim ze sportami -> prężnie rozwija Ośrodek Narciarski jak i Lotnisko Szybowcowe

By dokonać bardziej precyzyjnych oględzin, na zwiedzanie najlepiej prze­zna­czyć co naj­mniej pół dnia, które to z pew­no­ścią będzie wypełnione sowitymi doznaniami.  


A teraz przedstawię mego wiernego towarzysza podróży
[w anty-sportowym wydaniu, lecz cóż... ;-)]:



Od jedenastu lat na szczyt można wjechać Koleją linowo-terenową, co też uczyniliśmy 
(dam sobie rękę uciąć, że w przedziale jechała z nami wokalistka Urszula, adekwatnie zakamuflowana szalem i okularami przeciwsłonecznymi ;-)):



Za oknem sztucznie dośnieżana trasa i Wyciąg Orczykowy:



Stacja Meteo.

Tym razem widoczność spowita oparami, choć dla mnie to nie problem, bo nawet we mgłach widzę fotograficzny potencjał ;-}:



Po przyjemności jazdy następuje przyjemność napawania się herbatą z rumem na ostrym, zacinającym powietrzu. Najlepiej smakującą w środku tygodnia, gdy brak rozpanoszonych tabunów turystów; gdy brak rozbieganych dzieci:



Jednak naj­pięk­niej­sze doznania zaczynają się na wierzchołku, gdzie napęczniały tlen prze­bi­ja pofałdowane dywany stoliw o nie­zrów­na­nej urodzie:



Samotny lotnik samotnie wzbija się ku niebu:



Samotny szybowiec:

 




Na lewo Zjeżdżalnia Grawitacyjna:



Od prawej zbiornik Elektrowni Szczytowo-Pompowej.
Oddany do użytku w 1979, w najgłębszym punkcie mieści 28 metrów wody. Zabezpieczony kilkoma warstwami asfaltu przełożonymi żelbetem.

I ten szemrzący bezruch fal... niebywale cichy...





Porośnięte wały:



Chyba najbardziej atrak­cyj­ną metodą zo­ba­cze­nia tej czę­ści jest... powrót spacerem ;).
Czterdziestominutowe zejście nader relaksujące, bo dzięki Zakazowi Wjazdu osobówkom nie przeszkadza nam warkot silników ni odurzające spaliny. 

Oddychamy więc głęboko - wdech, wydech, wdech, wydech...



Zanim jed­nak za­głę­bimy się mię­dzy zbo­cza, mijamy przepaść, której niestety zdjęcie nie zarejestrowało. 
Musicie mi wierzyć na słowo, że zaraz pod tym pasem gleby znajduje się pochyłe osuwisko:


Następnie wkraczamy na malunkową wyżynę Beskidu Małego:



Łyżka wiosny w szklance zimy ;) ...







Żegna nas drewniana Kapliczka:



Do domu zabieram bukiet przekwitających bazi...



... oraz zakupione w drodze ciasto ;-P: