30 lipca, 2011

Zachód słońca na Podbeskidziu.




Znalazłam w poniszczonej książce z podartą okładką aforyzm Wiliama Blake'a, pochodzący z wiersza "Augries of Innocence". Cztery wersy zamykające ogrom w szczególe. Nieuchwytne w uchwytnym. Maksimum w minimum:
  
To see a World in a Grain of Sand.
And a Heaven in a Wild Flower,
Hold Infinity in the palm of your hand.
And Eternity in an hour.
 


I tak mnie urzekł, bo jest to piękna myśl niezwykle utalentowanego angielskiego poety (zresztą jednego z mych ulubionych 'poetów wyklętych') i malarza, który starał się tchnąć w słuchaczy nutkę rytmicznej iluminacji. Blake bowiem wyznawał pogląd, iż najważniejszym doznaniem mistycznym jest objawienie. Wyobraźnia, Wizja, to boskie pierwiastki w każdym z nas; z kolei świat materii był według artysty przeszkodą uśmiercającą Wyobraźnię. Nota bene Blake nie tworzył dla ludzi prostych. Pragnął odbiorcy o dużo wyższym poziomie intelektualnym.

W każdym bądź razie cieszę się, że udało mi się trafić na ten kreatywny umysł. Bo pomimo, że czasem jego mentorski ton powoduje u mnie żywy opór, to przenikliwość spojrzenia, z jaką definiował sztukę i budowanie dzieł na podstawie okruchów ludzkiej, często trywialnej egzystencji budzi szacunek.

Tak więc otulona puchatym szlafrokiem z kubkiem parującej kawy siedzę przed jego tomikiem i wczytuję się już od pół godziny. A tyle jeszcze przede mną... studia umysłu, podróże w Przeszłość, odkrywanie poezji w poezji ;-).



Ale powróćmy do tematyki fotosów.

W niniejszym poście będzie o wyjściu na Skrzyczne wiosną Anno Domini DwaTysiąceOsiem':



Skrzyczne (1257 n.p.m.) należy do Korony Gór Polskich w łańcuchu Beskidu Śląskiego.  
Nazwa rzekomo wywodzi się od skrzeczenia żab, które w wielkiej ilości zamieszkiwały staw, jaki miał istnieć w kotle polodowcowym.
Na samej górze wiwatuje charakterystyczny 87-metrowy maszt Nadajnika RTV.


___

Zdjęcia jak zwykle bez statywu, lecz na szczęście dzień połyskiwał od światła, co sprawiało, że nawet opadłe liście wrzeszczały zamiast szeptać (jako że śmiem twierdzić, iż foto-migawki bez słońca są niby alfabet prastarego języka, którego brzmienie dawno już zatarł kurz ;). 

Mam cichą nadzieję, że zachęcą Was do wyjścia w góry, najlepiej wczesnoranną porą. Wtedy mamy szansę, że wzgórza użyczą nam swego uroku w całej swej oprawie: 





Fotograficzny minimalizm:





  





I znowu wracam (z wybiórczą u mnie konsekwencją) do przestrzennych widnokręgów.
Dodam, że wszystko, co poniżej widać, było skutkiem kompletnej improwizacji, schwytywane "tu i teraz", bez wcześniejszych obmyślań, jakie by ustawić najlepsze opcje. 
Nie ma na to czasu, gdy w około tyle się dzieje !:






Przed przyjściem do Schroniska udało mi się jeszcze podejrzeć Klimczok w paśmie Baraniej Góry. 

O tych widokach mogłabym opowiadać przez bitą godzinę {albo i dłuuużeeej, o czym moi towarzysze przekonali się na własnej skórze, kiedy przy kolacji dzieliliśmy się spostrzeżeniami ;)}.
Zaiste impresjonistyczny potok słów ;<D: 

 







Na podsumowanie wirtualnego spaceru (i równocześnie na pożegnanie) historyjka z zachodu;
to czułe wspomnienie przepięknej, hucznej od rozmów i śmiechów 3-dniowej wyprawy z grupą przyjaciół. 
I symbol przejścia - nostalgicznego jak owa zniżająca się kula ognia -> przejścia dnia w wieczór:



Hm, w zasadzie często o mojej ulubionej złotej porze, kiedy światło jest aż gęste, zostawiam siedzing i wychodzę chwytać horacjański dzionek. 

Tym razem też pięknie go uchwyciłam:











26 lipca, 2011

Panna i Strzelec na Baraniej.







Cóż począć w nijaki, wczesny poranek ? 
Klamka zapadła energicznie: wybywamy ! 
Punkt docelowy - > Barania Góra
Pozostaje tylko spakować plecaki i kategorycznie nie zapomnieć o mapkach oraz sprzęcie fotograficznym [!].



Na wstępie odrobina zamierzchłych lat - mijane schrony bojowe na Żywiecczyźnie:













Mijane pająki ;-):



Tudzież... zaskrońce ;). 

Ten z góry - niegroźny jegomość, bowiem już nie żywy:





Leśniczówka:



Pierwszy postój na Niebieskim Szlaku na budzący napój z duuużą zawartością kofeiny:



Mgły radiacyjne mają coś w sobie zaklętego. . .
Snując się ponad wierchami wydają się niebywale romantyczne, przez co za każdym razem lirycznie mnie nastrajają:

 
 




 
Kwaterunek w góralskim Schronisku, gdzie większość przedmiotów została wykonana vide przyozdobiona ręcznie przez właścicieli:





Zachód - znak ognistej kuli, że pora oddać się majakom, które wyczarują senne luminesencje:





Skowronek świtu przywitał nas kolejną dawką mlecznych oparów, dzięki którym płynnie przerzeglowaliśmy spory odcinek po zroszonej i uśpionej jeszcze Matce Naturze:





Potem zatriumfowało słońce:



Rejon 386 hektarowego Rezerwatu utworzonego w 51 roku. 
Z Przewodnika zapamiętałam, że występuje nań arcy-rzadka Tocja Karpacka ;-}.

Samo podejście pod szczyt jest krótkie, ale strome:





Wita nas i Barania.
Ta kopulczasta góra liczy 1220 m n.p.m. stanowiąc najwyższą w paśmie Beskidu Ślaskiego.

Stoi na niej piętnasto metrowa wieżyca triangulacyjna, z jakiej bez przeszkód dojrzymy Stożek Wielki, Czantorię, Równicę, Skrzyczne czy Babią Górę:



A niżej kolejna wieża, o wiele wydatniejsza - niestety nieczynna, przez co ubolewam, jako że liczyłam na fanatyczne ;) uniesienia prosto z przestworzy:


I wyciąg:


 
Maleńki, drewniany kościółek:





Ostatni prowiant na szlaku -> swojski żur z białą kiełbasą w 'talerzu' z wydrążonego chleba.
A wszystko to apetycznie podane w Chacie pod Czarcim Kopytem.

Z wejściowego zaproszenia dowiemy się, że -
"Jeżeli Wasz związek przeżywa kryzys, lub jeśli chcecie wzniecić w nim ogień namiętności, wyruszcie we dwoje w ustronne miejsce do pełnej tajemnic XVIII-wiecznej chaty w Ustroniu na Równicy. W Kolibie tej podadzą wam cudowny eliksir, który na nowo rozpali pożądanie. Miłosny afrodyzjak sporządzany jest na bazie grzanego piwa i 11 wonnych ziół, w tym lubczyka i tajemniczego składnika: sproszkowanego "czarciego jądra". Eliksir podany w kamiennym kuflu, ma łagodny korzenny smak, a najlepiej smakuje z prażonymi w soli migdałami":



Może teraz ster na Chatę Wuja Toma ? ;>):



I niekoniecznie chciany etap powrotu do realności...

Zmierzchający zmierzch: