20 lipca, 2015

Chodźcie odkrywać mikroświat !


Właśnie przypada rocznica śmierci antropologa i językoznawcy Jana Czekanowskiego.
Piszę o nim, bowiem przechadzając się po goczałkowickich Ścieżkach Dydaktycznych Parku Zdrojowego akurat zastanawiałam się jak ów etnolog postrzegał mikroskopijny świat ? Jakiego przekazu używał edukując swoich studentów na Uniwersytecie Jana Kazimierza ? I o czym marzył zakładając Lwowską Szkołę Antropologiczną ?
Oraz czy dwudziesty lipiec 1965 roku także był dniem nieprzyzwoicie upalnym ? ;)

Przyszło mi potem do głowy, że choć po naszym odejściu inni zapełniają pustkę po nas, to pamięć pozostaje - jej miarą jest to, jakimi byliśmy ludźmi i jakie odkrycia pozostawiliśmy następnemu pokoleniu. Istotne, ażeby podejmować jakiekolwiek działania. Nie ma znaczenia czy stanowią one mikro- czy też makroskalę. Ważne w ogóle, by nam się chciało. 



- - -
Jest poniedziałkowe gorące popołudnie, mam luźniejszy dzień i niepośpieszny rytm. Szczerze powiedziawszy, gdybym musiała pisać piórem, nie napisałabym ni słowa, bo ręce obolałe. Poza tym spieczona skóra, ukąszenia, odciski i zakwasy - bilans po aktywnym weekendzie. 
Kończyny do wymiany, ale wartało ;).

Zobaczcie teraz ścieżki, po których tak skwapliwie chadzałam:



Kobieta i aura zmiennymi są ;).

Gdy się przyjrzeć, widać opadające strugi deszczu - tak było przez około kwadrans:



W kilkanaście chwil później zerwał się wiatr:



I na powrót wyjrzało uroczyste choć zamglone słońce.
Przyrodnicze piękności ożyły:

 




Widząc staw częstokroć pierwsze kroki kieruję pod wysepki, żeby zobaczyć jak sobie radzą tataraki, cypryśniki błotne, glony i cały ten wodny entourage... czuję się wówczas rozpromieniona, czuję się młodsza od najmłodszych kaczeńców. I nic nie jest w stanie przebić mojego podekscytowania:






Mysz schwytana w lustrze obiektywu. 
Zachowała stoicki spokój, nawet gdy podeszłam bardzo blisko:



Kapliczka:



Rezultaty ostatnich burz.
Konary niczym przerywniki w biegu do mety; mimo że porwane, zatrzymują w sobie tajemnicę życia:









Leśny Armagedon:







A oto chemiczne 'coś' wpuszczane do przydrożnej rzeczki:



Jarzębina czerwona:

 


Z serii les paradis terrestres -> rozlewisko, a w nim następne powalone drzewo:





Sama nie mogę jednoznacznie stwierdzić, w jakim entourage'u lubię takie zakątki najbardziej. 
Rozstaje, bagna, na w pół dzika roślinność. Brak mi jedynie purpurowej poświaty zachodu:









Wyrwany korzeń:



 Beżowe kłosy zbóż wybujałe wielkim latem:



Łagodną krzywą doszliśmy do Zapory.
Fotka, rzecz jasna, niefachowa, robiona pod oślepiające światło, z ręcznie ustawianą ostrością albo raczej nieostrością ;).

Jezioro:



Hm, rzecz działa się zaledwie wczoraj, ale chciałam ją pokazać od razu, natychmiast. 
Nim bogini Natura napina łuk łączący niebo z ziemią. Nim pamięć uwodzi barwami i formami. 
Od takich odkryć warto rozpocząć tydzień ! 
Klasyczne przeciętności wmieszane w impresjonistyczne papuzie w falbaniastych sukmanach. Rajskie dysonanse, harmonijne w układzie lub skontrastowane, cisza widoczna w bezruchu, błogość wykradziona pędzącej cywilizacji.

Perspektywa soczewki.
Zbliżenie. 
Pstryk !:





08 lipca, 2015

Międzynarodowy Zlot Pojazdów Militarnych.







Otwierając lipiec przenoszę Was w paletę odcieni khaki, gdzie dominuje ciężar żelaza, pył i gorąc.

15-ty Międzynarodowy Zlot Pojazdów Militarnych w Bielsku-Białej czyli Operacja POŁUDNIE.

Weszłam weń poniewczasie, jako że 40 stopni lejących się z nieba do późnych godzin nie pozwalało wyściubić nosa poza krańce altanowego cienia. I tak umknęła mi kawalkada uliczna, o jakiej pisałam w tym wątku. W zamian wybrałam inną wersję zdarzeń i po 7-kilometrowym spacerze zawitałam na Błoniach. Nie żałuję, bo dzięki temu niezwykłe wojskowe unikaty dotknęłam nie tylko wzrokiem, ale i ręką.


Gotowi ? 
No to w drogę !:





Przypadkowo odkryłam, iż w trakcie zjazdu kolejny odcinek znanego programu realizowała stacja DISCOVERY /niestety póki co nie znam daty emisji/:





Oprócz stałych ekspozycji można było pooglądać pojazdy w akcji:







Szczery podziw dla czołgistów, jacy dzielnie walczyli z temperaturą wrzenia panującą w środku:



Gąsienicowa amfibia przeznaczona do transportu:



Obok historii kraju współistnieje historia poszczególnych jednostek. Obok historii stuleci - historia dekad. Oraz szczęśliwie ocalałe z nich relikty - stalowe powłoki skrojone lemieszem, płachty pozaszywane nierównym ściegiem bagnetów:



Miękkie światło, kurz w powietrzu i ryk bestii:







Maskujące moro:



Strefa grup rekonstrukcyjnych:

 


Sanitariuszka Czerwonego Krzyża:







Kawa prosto z Ameryki Południowej ;):



Baza amerykańskich żołnierzy:



Kuchnia polowa, a w niej... niechaj zgadnę - grochówka ?! ;)...





Zapory przeciwczołgowe
\my na szczęście mieścimy się bez najmniejszego oporu\:



Na Poligonie czołgi, wozy bojowe, wojskowy sprzęt specjalistyczny.

Na pierwszym planie T 72...





... i zasłona dymna:





Kiedy zapada zmrok idziemy do ogródków na chłodzące piwo, po czym natrafiamy na koncert tarnowskiego rock-bandu, którego nazwy, bijcie, zabijcie, nie pamiętam :/ - aczkolwiek zagrał świetnie ;).

Za scenę służy przyczepa od tira:



Orgia sztucznych ogni:

 








I tak dobiliśmy do brzegu niniejszej relacji.


Post Scryptum:
Heh, jeszcze nie opisałam wszystkiego z wiosny, a mamy już następną porę roku. 
Nigdy nie zrozumiem działania tego mechanizmu, który w oka mgnieniu podmienia dni tygodnia, miesiące, przeistacza przyszłość w przeszłość zostawiając jeno wspominki. I zdjęcia :). Zdjęcia, dzięki którym tak ochoczo wędruję po minionych szlakach, czasem pełnych pyłu, czasem wysokich traw, a innym razem wybujałych kolosami z marmuru. W jednych rozpoznaję się od razu, podczas gdy inne na powrót wydają się niedosiężne. 
Cóż, limes żywota - niepewny, niesprecyzowany.
(...).