15 października, 2015

Cienie Cmentarza Ewangelickiego.







Ach, gdzież są duchy minionych dekad ? 
Gdzie ich tiurniury i krepdeszyny, gdzież są wytworne brabanckie tworzenia ? 
Gdzie profil klasyczny i płeć najbielsza, niemiecka powaga i buta wejrzenia ? 

Gdzie wasze cienie, gdzie wasze głosy ?...



 


... gdzież są te szepty was wszystkich pomarłych ?...











Bielski Cmentarz Ewangelicki prawdopodobnie powstał w 1714 r., o czym świadczą zachowane z tego okresu passusy.
Okoliczności założenia opisuje "Geschichte der evangelischen Gemeinde in Galizien":  
Na polecenie namiestnika, Josefa hr. von Brigido, zostało wskazane miejsce pochówków - 125 kroków od Domu Modlitwy. Jednak wkrótce, z powodu zbyt małej odległości zostało ono przeniesione przez szefa urzędu obwodowego jeszcze o 100 kroków dalej, na pole ewangelickiego postrzygacza sukna, Johanna Augustini'ego. Gmina nabyła na własność 750 sążni kwadratowych tegoż pola za 100 florenów reńskich, zaś 26 czerwca 1783 odbyło się uroczyste poświęcenie. Pierwszym pochowanym (w ciszy) na pięć dni przed święceniem, było 15-dniowe dziecko, na nagrobku którego znajduje się napis 'Der erste auf dem neuen Gottesacker' ['Pierwszy na nowym cmentarzu']
Ponad to spoczywa nań bohema ówczesnej elity -> reprezentanci rodzin fabrykanckich, księża, burmistrzowie, politycy oraz artyści:



Po dziś zachowała się oryginalna kompozycja zieleni; w głównej Alei wysokie jesiony, natomiast w bocznych pysznią się karłowate klony sadzone naprzeciwko siebie w adekwatnym układzie do kwater:






Hm, czytałam ów cmentarz, czytałam, a i tak nie udało mi się odkryć wielu inskrypcji na płytach, gdzie pozostały jedynie odpryski, zatarte szczątki liter. Na temat ich historii można snuć teraz tylko domysły.


Muszę się Tam kiedyś wybrać raz jeszcze, by spojrzeć z bliższa, dotknąć, odgadnąć. 
Tam - na zapuszczoną nekropolię:





XIX-wieczne kamienne grobowce:







W poniższych spoczywają prominenci bardziej dystyngowani:



Na przykład działacz społeczny, Rudolf Seeliger:





Ogrom zapomnienia:

 












Na powitanie Wersalu nie uświadczysz, bo nawet krzyże powyginała leciwa przeszłość:





Na spowitym szarością murze południowym mogiły epitafijne upajają się pysznym dostojeństwem:






 




Starszy sektor:



Na moment otwarły mi się bramy czasu i tunel wiodący w religijne kulty od wieków tutaj odprawiane. 
W cieple tlących się zniczy, w zapachu opadłych liści - było coś więcej w grobowym milczeniu cmentarnych cieni. 
Patrzyliśmy na siebie z zaciekawieniem, tak bliscy i odlegli za razem:



Był świat przed nami i będzie po nas; byli ludzie przed nami i będą po nas. Ludzie mający własne emocje, problemy; swoje domostwa, koty i listy od ukochanych w szufladach... I złych mężów, niechlubne famy i zazdrosne sąsiadki, a jakże...



Kolejny trudny do zlekceważenia widok to nigdy nie schnące bluszcze:


I tajemniczo rysujące się gusła w szybko zapadającym pomroku:





Posiadam jeszcze cykl zdjęć skąpanych w błękitnym słońcu ;}, ale wybrałam (wybrały mnie) właśnie te - ciemnawe, posmętne.  
Zastanawiałam się przy okazji czy byłoby dobrze pokazać dla porównania to miejsce w czerni i bieli. Aczkolwiek doszłam do wniosku, że byłaby to już całkiem inna sceneria, inny nastrój... inne opowiadanie.




05 października, 2015

Spleen de Castle.


Zamieszczam zdjęcia wydobyte z archiwalnych czeluści, aby odzyskały swą świetność (a może zyskały jaskrawość, której nigdy nie miały ? ;)).
W każdym bądź razie tak mną pokierował dzisiejszy nurt wspomnień.
Najtrafniej byłoby spojrzeć na nie obiektywnie, bez estetycznego osądu niczym na świadectwo jakiegoś zaprzeszłego zdarzenia - niestety w oczy rzuca mi się fatalne kadrowanie, przebicia, zły dobór światła...

Ale co tam . .
Na deser serwuję dziś będzińskie chluby - Pałac Mieroszewskich i Królewski Zamek


Zacznijmy od pierwszego:
Pałac powstał w roku 1702 jako symbol rangi rodu Mieroszewskich. 
To typowa siedziba szlachecka wzorowana na stylu francuskim.
Czyli barok, czyli klasycyzm:



We wnętrzach najbardziej reprezentacyjny salon wyróżnia się dzięki polichromiom iluzjonistycznym. 
Malowidła odkryte w II poł. 20 wieku przedstawiają wodzów antycznych tkj Hannibal, Pompejusz czy Scypion Afrykański:

 




W pokojach sąsiedniego skrzydła odkryto też sceny polowań w melancholijnej aurze, sceny rycerskich pojedynków oraz medaliony portretowe.
Zachowało się otoczenie dworu, w tym Park z kamiennymi rzeźbami Bachusa i Flory o sporej wartości artystycznej, wykonanych w osiemnastowieczu przez Leonarda Webera (przynajmniej tak dowodzi data umieszczona na bukłaku Bachusa):











Galeria z wystrojem staropolskiej izby:





Natkniemy się nawet na szczątki szkieletu ;):



Po obejrzeniu dworu udajemy się na Zamek usytuowany na skarpie lewego brzegu Czarnej Przemszy

Ongiś stanowił ważne ogniwo systemu obronnego zachodniej granicy, o czym wspomina Jan Długosz w "Spisie warowni" wzniesionych za Kazimierza Wielkiego.
Gościli w nim Henryk Walezy, Jan III Sobieski w drodze pod Wiedeń tudzież August II Mocny. 
W roku pańskim 1616' część zamku spłonęła, a czterdzieści lat potem w trakcie najazdu Szwedów został doszczętnie splądrowany. 
Jego romantyczną restaurację przeprowadził w 1834 Hrabia Raczyński z ramienia Banku Polskiego -> do surowej gotyckiej bryły wprowadzono pseudogotyckie elementy a'la ceglane obramowania okien, krenelaże na murach, ślepe machikuły. Odnowiono również Kasztel:



Patrząc na to zdjęcie ma się wrażenie, jakoby zamek przechylał się i zapadał coraz głębiej...



... acz powróćmy do pionu uważając, by nie zapaść się razem z nim ;):







Dziedziniec.

Ta fotografia była tak kiepska, że wręcz domagała się ujednolicenia - dlatego użyłam sepii zdejmując zeń tyć amatorszczyzny, dzięki czemu widok odsłonił się rozmaitymi półcieniami
/ha, to jak w moim półśnie -wszak często miewam bezbarwne sny-. Czasem nawet myślę, że nakładają się warstwami na czarno-białą rycinę z geometrycznymi figurami, których przeznaczenia po przebudzeniu nie pamiętam... Na tej rycinie wyświetlają się kolejne wersje przeżytych dni przeobrażając się w absurdalne fantasmagorie.
Być może dlatego czasem najprościej użyć barwy jednolitej/:



Lecz miało być o czym innym..

A mianowicie o wnętrzu, jakie mieści w sobie Muzeum Zagłębia.  
Wystawa ta obrazuje ewolucję osadnictwa w Będzinie, ponad to infografiki i antyramy z planszami dotyczące dziejów zamczyska.

Oraz makieta:



Są też kolekcje ukazujące rozwój uzbrojenia od XVI do XX wieku. 
350 ciekawych okazów broni białej, miotającej, galanteryjnej, myśliwskiej lub sportowej - niektóre precyzyjnie zdobione masą perłową, hebanem czy kością słoniową:







Na zewnątrz bardzo ładna niedziela.
Stoję na ziemskim padole i spoglądam na wyrastającą tuż obok Wieżę:



... nie, nie - to nie Krzywa Wieża w Pizie ;) - to mój pośpiech:



Tu już odrobinkę lepiej ;):


A jest to wieża typu 'stołp' - > cylindryczny kształt, czworościenny postument.
Początkowo 4-kondygnacyjna, jednak przy przebudowie w 1834 ostatnie piętro zostało rozebrane, zaś na jego miejscu wstawiono krenelaż.
Sama wieżyca prawdopodobnie powstała jeszcze przed pojawieniem się zamku. 
Obecnie najniższa kondygnacja znajduje się częściowo pod ziemią na wskutek podnoszenia się poziomu Dziedzińca.


Krajobrazy z okiennic:



Kto jest wytrawnym fotografikiem i uznaje w ten sposób zrobione kadry za nieporozumienie bądź kicz - tego z łatwością jestem w stanie zrozumieć ;-):



A - i jeszcze jedna uwaga:
przeczytałam niedawno, że fotograf jest tak dobry, jak jego aparat... (cytat bodajże z FB Nikona), co tylko potwierdza moje smętne podejrzenia, a moja przedziwna hybryda SONY zapada powoli w czarną melancholię . . .

Dlatego pożegnam się już z Państwem, 
Dobranoc !