07 sierpnia, 2011

Jarmarki Bożonarodzeniowe. Wiedeń za dnia.

BEIRUT - 'Nantes'




Czas odetchnąć i porzucić nieuczesane, górskie podłoża.
Dlatego proponuję nieśpieszny spacerek zakamarkami Wiednia - kwintesencji kosmopolityzmu i kolebki strauss'owego Walca.
Podróż ta będzie przekrojem poprzez warstwy czasu, nieodczytanym do końca palimpsestem, gdzie spod starej ryciny wyziera jeszcze starsza.


A więc do dzieła !


Wiedeń, Wien, Vienna... tak brzmi jego teraźniejsze nazewnictwo, natomiast pierwotne - 'Vindobona' zaczerpnięte jest ze słownika Celtów.
W antynomii do zwiewnej i falującej Pragi jawi się on ciężkim, cesarskim bastionem. Z historią pisaną przez duże H, gdyż zewsząd spoglądają na nas oblicza Franciszka Józefa, Sissi lub Karola Habsburga z dekady Austro-Węgier.

Jednak nie będę przedłużać, wszakże o tym unikalnym miejscu napisano już tyle, że trylionowy wpis byłby monotematyczny  - zapraszam Was zatem, moi mili, na spacer po austriackiej stolicy:

 


Krople lecą z góry - pełno maleńkich kropel !
Pomimo tego z euforią przemieszczamy się pod Hiszpańską Dworską Szkołę Jazdy (ok. 1572 rok); ostatnią, która kultywuje klasyczne certacje sztuki jeździeckiej.
Balety konne białych Ogierów (krzyżówka koni arabskich z berberyjskimi oraz hiszpańskimi) odgrywane są na wiórowej arenie gmachu Winterreitschule. Stanowią mistrzowski kunszt tresury oraz ujeżdżania rasy Lipicanów - od piruetu po kapriolę.
Widzów olśniewa precyzja i gracja ruchów, zharmonizowana z rytmami muzyki.


Energicznie chwytam mą Lustrzankę, by zaktualizować dane na karcie:



Tymczasem niebo przeistacza się w swym błękicie, a promienie świetlne kładą się półcieniami:



WELCOME TO HOFBURG !
 
Przez ponad 6 stuleci reprezentował potęgę Austriaków rozrastając się z pysznym rozmachem pod egidą kolejnych monarchii; począwszy od apartamentowców, wernisaży, świątyni, biblioteki po wymienioną wyżej szkołę. Do tego kafeterie, ogrodzieńce, parcele...


Na pierwszym planie rysuje się Dziedziniec Szwajcarski, Schweizerhof ze zdobną Bramą.
Okazałych rozmiarów konstrukcja, jasny kamień i mosiężne filary miały za zadanie podkreślać bogactwa państwa:

 


Nowsze skrzydło - Neue Burg - stanowi zbiór panoptików, w tym Muzeum Broni, Efezu, Instrumentów czy Historii Sztuki z dziełami mistrzów europejskich tkj. "Madonna w zieleni" Rafaela bądź "Pracownia artysty" Moneta.
Ekspozycje zawierają również okazy z gabinetów osobliwości kultury antycznej i egipsko-orientalnej. 

Wrażenia estetyczne oraz przyjemność da się połączyć w którymś z ekskluzywnych bufetów:



Po przeciwnej stronie, na Placu Marii Teresy, stoją dwie niemalże identyczne budowle - Galeria Sztuk Pięknych z kolekcjami malarskimi Rubensa, Caravaggia lub Rembrandta, a także Galeria Przyrodnicza z doniosłymi materiałami archeologicznymi:





Przechodząc przez Heldenplatz mijam potężne Posągi księcia Karola i E. Sabudzkiego.

Będąc w tym położeniu nie sposób mi przegapić zerkającej z dali wieży gotyckiego Ratusza - Volksgarten:

 


Natomiast przede mną pyszni się Pałac Schonnbrunn. Nietuzinkowy. Niekonwencjonalny.

Jego nazwę zapożyczono od źródełka okraszonego "Pięknym źródłem", a wybudowano na przełomie 17/18 w. na zlecenie monarchy Niemiec, Leopolda I.
Początkowo miał konkurować z Wersalem, lecz ostatecznie zdecydowano się na skromniejszy, rubensowski wygląd nadany za panowania Marii Teresy.

Barwa żółta elewacji była jej ukochaną:





W środku posesja Kaiserappartements odsłania tryb życia dynastii.

Tu właśnie mieszkał cesarz Franciszek Józef z małżonką Elżbietą Bawarską [pełne nazwisko -> Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach, uff :)], popularną Sissi. Rezydencja składa się z - nie bagatela ! - 1441 komnat. Wnętrza na wzór Rococco (beżowe powierzchnie z detalami złoconymi mikronami 14-karatowego złota), przyozdobione kryształową sztukaterią, gobelinami, freskami, czeskimi żyrandolami oraz piecami z porcelany. Meble w stylu ludwikańskim i w empirowym. Pokoje cesarzowej -w antynomii do Jego Miłościwej Mości- są niebywale wystawne; osobny do spania, osobny do toalety, do gimnastyki, dla gości i do pisania listów. 
A listów pisywała sporo, jako że, mimo wyjątkowej urody, nigdy nie spełniła się w miłości, co uczyniło ją nieszczęśliwą samotnicą. Dodatkowo Sissi wychowywana w poczuciu swobody z trudem przeżywała rozstanie z rodzinnym Monachium nie mogąc zaakceptować surowej, dworskiej etykiety z zakazami i nakazami, zaczynając od jakości zastawy stołowej, a skończywszy na głębokości jej dekoltu. 
Jej zaślubiny z Franciszkiem odbyły się z ogromną pompą: w haftowanej, różowosrebrzystej sukni, w koronie z diamentów na splecionych włosach Elżbieta przejeżdżała ulicami w oszklonej karocy z kołami inkrustowanymi szlachetnym kruszcem. 
W stolicy nie była rozumiana, za to sukces odniosła na Węgrzech, gdzie uchodziła za osobę dobrą i wrażliwą. Wówczas rozpoczął się etap jej nieustannych podróży, w jakich rozpaczliwie szukała szczęścia. Na Korfu wystawiła nawet prywatną willę - Achilleon.
Zamordował ją włoski anarchista wbijając pilnik w serce. Jak później się tłumaczył - pragnął zabić jakiegokolwiek rządzącego:



Prócz pomieszczeń mieszkalnych masowo odwiedzane są; Okrągły Gabinet Chiński, Im Viex-Lacque, Błękitny Salon, Pokój Milionowy, Salka Audiencyjna, Łaźnia z czasów króla Ćwieczka i gigantyczna Sala Luster:

 


Żałuję, iż oficjalne wykonywanie fotografii jest tam zabronione dlatego musicie użyć wyobraźni :-).


---
Po dwu i półgodzinnym zwiedzaniu z Audioprzewodnikiem na zewnątrz zastaje nas mrok.
Oszołomieni wchodzimy na teren Jarmarków Bożonarodzeniowych z licznymi kramikami.
Dla podniesienia i tak już wysokiej temperatury ciała próbujemy Grzańca z miodem i malinowego wina. Do pierników oblanych czekoladą brakuje nam 5 Euro. Gdy wtem... pod jedną z ławek znajdujemy banknot o nominale 5 Euro :->. Dookoła dyskusje, śmiechy, okrzyki w różnakich językach. Oni odchodzą, my przychodzimy. My odchodzimy, oni przychodzą...


W celu relaxu udaję się wzdłuż obszernego placu.
Dopiero teraz widzę, że symetrię całości dopełniają pokaźne francusko-japońskie ogrody z Gloriettą stanowiąc czarujące zwieńczenie tyłu posiadłości, na którym króluje Fontanna Neptuna:


[...]

Nazajutrz mglisty poranek.

Aromat świeżo parzonej kawy zwabia moje nogi do jednej ze znamienitszych kawiarni, Kaff Alt Wien.
Ten mocny trunek serwuje się ze szklanką wody dla złagodzenia posmaku. Do tego egzemplarz najnowszej prasy.  
I oto mamy cały urok wiedeńskiego klimatu.


Kolejną eskapadę zaczynamy śladami Mozarta tj. od neorenesansowego budynku Opery (Staatsoper) umiejscowionego przy kolistym bulwarze zwanym Ringiem.

Śladami Mozarta, albowiem to wystawienie jego "Don Giovanni" rozpoczęło działalność sceny.
Aktualnie jest ona niewiarygodną dumą - każdego lutego oczy świata zwrócone są ku sławetnemu Balowi w Operze, poprzedzanemu wejściem na parkiet Jeunesse Doree, panien w białych kostiumach pochodzących ze sfer tak zwanej 'śmietanki towarzyskiej':





Następnie obieramy drogę na mroczną Katedrę Św. Szczepana (Stephansdom).

Jej ażurowe wieżyce stanowią znaki rozpoznawcze metropolii.
We wnętrzach ukrywają się bezcenne płaskorzeźby. Ołtarz centralny inscenizuje ukamienowanie Szczepana, natomiast w szafowym znajdziemy absydę z grobowcem Fryderyka III-go.

Po wyjściu (czy raczej - po przedarciu się przez wiecznie napływające pielgrzymki) rejestruję scenkę rodzajową, w jakiej dwóch niedowidzących staruszków rozprawia nad pewną doskonałością ("Das ist sehr schonn !!!"). Odwracam się zaciekawiona, a za mną olbrzymia atrapa bocznej części kościoła, będącej aktualnie w konserwacji ;):

 




Dalej maszerujemy deptakiem Graben z luksusowymi butikami.
Czarno tutaj od anonimowych głosów, czarno od ulicznych grajków albo mimów na szczudłach.

Moją uwagę skupiają wymyślnie poprzystrajane wejścia lokali:











Tuż przy Graben położona jest Perterskirche - Świątynia św. Piotra z charakterystyczną owalną kopułą.
W środku najciekawszy akcent to scena śmierci Nepomucena zrzuconego w nurt Wełtawy.


Tutaj świątynia ponura niczym z opowieści Lovecrafta (ktoś jeszcze czyta takie starocie ? ;<]), co bezbłędnie oddaje atmosferę tamtego dnia:



KunstHaus.

Owe bajkowe płaszczyzny, nieregularne formy ze szkła i rozbuchana oaza roślinna wyszły spod palcy Friedensreicha Hundertwassera.
Jego autorstwa jest też usytuowany z przeciwnej stronicy HundertwasserHaus czyli ekscentryczny blok komunalny, jakiego pokaźną balustradę podpierają tęczowe kolumny, dach porastają drzewa, zaś krzywe linie okien mienią się od asymetrycznie doklejanych kafelek.
Projekt śmiało można przyrównać do pokładu statku pasażerskiego:







I jeszcze parę zdjęć:











Tak... święta to największy sprzymierzeniec nastrojów. Wokół radośnie, pachnąco, słodko. 
Bożonarodzeniowy duch każe zapisywać nierzeczywiste obrazy w nostalgiczny sposób. Zarówno dniem jak i nocą. 

Lecz o wiedeńskiej nocy - dopiero w przyszłym fotoreportażu.


Spokojnych snów !



02 sierpnia, 2011

OK(n)O na świat.


Beskidzkich wypraw ciąg dalszy. 
Ciąg dalszy lekkiego preludium, zielonych dywanów i drzew oplatających korzeniami skalne ostańce.

Tym razem już bez zbędnych wstępów kolejne pejzaże z przypadkowo obranych szlaków -> 
najpierw Koleją Linową na 1028 metrową Szyndzielnię, obok jakiej znajduje się Alpinarium należące pod Krajobrazowy Park Beskidów, a potem rejs na Kozią Górę /683 m/
<- które to szlaki okazały się być arcy-interesujące ;-). 
Dopowiem tylko, iż naczelny atut tej drugiej stanowią pozostałości Toru Saneczkowego, wybudowanego w okresie międzywojennym, a w latach 50-tych powiększonego do najdłuższego toru w Europie (2200 m dł oraz 30 wiraży).


Przyjemności !: