31 marca, 2017

Nad przepaścią (życia)...



Dzień Dobry Bardzo ! :)

Marzec kończy się dawką cieplejszych temperatur oraz szwarcwaldzkiego błękitu, co niezmiernie cieszy mą duszę i serce.
Korzystając z zaistniałego faktu pogodowego w ubiegły weekend wybraliśmy się ze znajomymi na skałki widokowe w odległym o 20 minut Gosheim (to już kolejny raz).

Dziś nadal otulona puchem słońca chowam Was do kieszeni podążając korytarzem minionych chwil:



A droga długa byłaaa...



... acz zdecydowanie warta tego, co później uraczyło nasze podniebienia:





Prowadziła wzdłuż urwiska, zabezpieczonego jedynie sznurem:









Tymczasem za nami:







Ścieżka doprowadziła nas pod Weisses Kreuz stanowiący integralny element krajobrazu:



Krzyż stanął w 1930 roku z polecenia Matthiasa Webera na wysokości tysiąca metrów. 
Konsekrowany oraz odnowiony w 2010 roku dzięki Horstowi & Melanii Weiss:



Głębokie wdechy świeżego tlenu pozwoliły nabrać sił na następny absorbujący w pracy tydzień
(3 pierwsze zdj. gorszej jakości, bo z telefonu):









Wiosna, wiosna, ach to Ty !:







Po relaksującej przechadzce nie pozostało nic innego jak... dalszy relaks ;) -> tym razem w postaci grilla. 
A na ruszcie znalazły się- pikantne kiełbaski z serem, szaszłyki, nadziewane pieczarki i łosoś w mozarelli:



Na finisz ciekawostka poznawcza tj konar, któremu nadałam miano "Pół twarzy":



I to już finito ekscytujących przygód ;P.

Do Widzenia Wam Bardzo ! 



18 marca, 2017

Tropem Hohenzollernów.


THE VERONICAS - 'On Your Side'




Najpierw mija się surowy, modernistyczny Plac.
Jego znakiem rozpoznawczym jest pomnik konny.
Następnie trafia się na zabytkową Starówkę, obtłoczoną kolorowymi kafejkami.
Zza jej pleców zagląda spadzista budowla w brudnawo brązowym odcieniu. Jest powieszona nad skalnym klifem Dunaju w rejencji Sigmaringen i stanowi niegdysiejszą siedzibę katolickiej linii Hohenzollernów, późniejszych królów Rumunii.
Dopiero z bliższa ujawniają się jej zdobiennicze akcenty:









Po zewnętrznych oględzinach udajemy się na pobliskie Wzgórze z loretańską Kaplicą Józefa, bowiem stamtąd monument prezentuje się znacznie bardziej imponująco.


Samą kaplicę ufundował w 1629 Johann von Hohenzollern, a zaprojektował renesansowy architekt Hans Albertal.
W trakcie odnowy w 17 wieku wnętrze nabrało barokowego smaku. W 19-wieczu przeszła ponowną renowację.

Rok rocznie odprawiane są tutaj nabożeństwa:



Tymczasem my spacerujemy wokół romantycznym krokiem . . .



... aż nagle !:



I choć początkowo temperatura nas nie rozpieszcza, późniejsze piękne światło i widoki z wysoka wynagradzają wszystko inne:



Co za wspaniały monumentalny pałac z wieżyczkami i wykuszami !:



Dodam, że ta 11-wieczna rezydencja w trakcie Wojny Trzydziestoletniej oblegana była przez wojska szwedzkie, zaś podczas II wojny służyła za lokum ewakuowanego z Francji kolaboracyjnego rządu Vichy. 
Liczne podpalenia miały niebagatelny wpływ na dzisiejszy wygląd.
Aktualnie w murach siedzibę ma grupa przedsiębiorstw Fürst von Hohenzollern
Działa w nim także Muzeum szczycące się jedną z największych prywatnych kolekcji uzbrojenia (przeszło 3 tysiące eksponatów). 
Przechadzając się po komnatach podziwiać można światowej klasy malarstwo, ręcznie tkane dywany czy przepyszne żyrandole: 



Schodzimy w kierunku miejskiego Parku.
W nim także czekają na nas atrakcje m.in. klasycystyczny Dworek, o jakim póki co niestety nie znalazłam żadnych konkretniejszych danych:







I choć ponownie nie uświadczam słońca, to powtarzam i powtarzam, iż nigdy nie wyrzeknę się kolorów - zachwytu nad zieleniami, ich seledynowymi tonacjami, kolorytem toskańskich pól..
Bo nie sposób żyć widząc jedynie połowę; dopiero całość układa się w pełny alfabet, pozwala czytać całymi wersami niewielki prywatny makro-świat.
Nie jest uczciwym zamykać nań oczy:





Kamień upamiętniający jednego z członków rodu:



Dalej nostalgiczne jeziorko...



... gdzie niewypowiedziana cisza...
I spokojne szumy drzew, spokojne szumy drzew...







I ławka, na której usiadam sobie w tę marcową sobotę. 
Usiadam, po czym kontempluję zatrzymując myśli pośrodku ogromnej, pustej przestrzeni. Kontempluję o spotkaniach z wydarzeniami, jakie nie miały miejsca i o ludziach, jacy już nie istnieją. Rozstrzelane myśli zasypują mnie niczym jesienne liście. Bombardują lawiną poczucia wolności, a drzewa nucą opowiastki o rzece czasu. 
Nadal nie ma ani grama słońca:



POWIĄZANIA

Spójrz na to szare drzewo.
Niebo spłynęło 
na ziemię poprzez jego włókna -
został tylko zmarszczony obłok,
gdy gleba już wypiła soki.
Skradzione przestworza
skręciły się w plecionkę korzeni
i przędą się w zielenie...
Te krótkie chwile wolności
wychodzą z nas,
przetaczają się przez krew parków
i dalej...






Przykład, że prawo ciążenia czasem ulega odwróceniu -> a to gałęzie zakotwiczają paznokcie w nieboskłonie, a to łodygi opadają w górę...

Czasem człowiek ma odwagę odwrócić się wstecz, spojrzeć w zwierciadło Prawdy:



Pięknie wspominam też drogę powrotną i mijane wówczas wapienne skarpy.
Wspominam cudną okolicę, gdzie zatrzymaliśmy się dosłownie na moment, by uchwycić kilka (kraj)obrazków - > zapewne jeszcze tam wrócimy. 
Po więcej:







Wydrążone w skałach tunele:







I w ten sposób dobijamy do końca.

Życzę Wam w ten pogodny wieczór równie pogodnych snów.
Być może nawet niektórym przyśni się sigmariński Zamek... ?... ;-)