19 kwietnia, 2017

Nad Jeziorem Bodeńskim.


Jezioro Bodeńskie zahaczyliśmy już wiele razy (w zasadzie jeździmy tam, kiedy tylko czas wolny pozwala i aura sprzyja).
Bowiem posiadamy ten luksus, iż tak rozsławione w powieści Stanisława Dygata Bodensee umiejscowione jest godzinę jazdy od naszej wioski.
Wysoce fascynującej i malowniczej jazdy:









Na wyciągnięcie dłoni mamy bajkowe góry oraz dwie bajkowe krainy, ponieważ jezioro wtula się w alpejskie pogranicze Austrii Szwajcarii.
Od jednego do drugiego łatwo się przemieścić dzięki regularnym rejsom połączonym np ze smakowaniem miejscowej kuchni. 
Za urokiem przemawia też z lekka egzotyczna przyroda, historyczne miasteczka bądź kolorowe wysepki, które -z racji mikroklimatu- porośnięte są kwiatowymi kobiercami. 
Jednakże nie zawsze było tu tak ciepło, bo zalew powstał w Epoce Lodowcowej:



Trzeci pod względem rozciągłości w naszej części kontynentu [538,5 km2] stanowi rezerwuar wody dla około 4,5 miliona ludzi, a jego głębiny sięgają 254 metrów. 
Nazwa wywodzi się od jednej z najstarszych nadbodeńskich wsi -> Bodman
Czasami również zwany bywa Morzem Szwabskim, natomiast w niektórych językach - Jeziorem Konstanckim.


Zdjęcia wykonywane w rozmaitych lokalizacjach, głównie w strefie Überlinger.

Dżdżysta bryza utrzymuje się przez całą porę wiosenną: 





Woda i niebo. We wszelkich odcieniach błękitu:













Drzewa rosnące w wodnej toni:







I łabędzie prężące swe długie szyje:





Kto akurat nie delektuje się widokami płynąc statkiem, motorówką czy kajakiem, prawdopodobnie siedzi w którejś z licznych restauracyjek, tudzież spaceruje po rozgrzanych skwerach:

















Albo udaje się na konne zwiedzanie okolic:



... tudzież pluska w fontannie
(btw - następny przedziwny przejaw wizji artystycznej do mej kolekcji niemieckich upiornych rzeźb ;)):





Przykładowy hotel: 





Badeńsko-bodeńskie ;) odcienie kwietnia:











I uliczki jednego z popularniejszych miast...













Coś, co misie uwielbiają najbardziej tj galeria antyków:





31 marca, 2017

Nad przepaścią (życia)...



Dzień Dobry Bardzo ! :)

Marzec kończy się dawką cieplejszych temperatur oraz szwarcwaldzkiego błękitu, co niezmiernie cieszy mą duszę i serce.
Korzystając z zaistniałego faktu pogodowego w ubiegły weekend wybraliśmy się ze znajomymi na skałki widokowe w odległym o 20 minut Gosheim (to już kolejny raz).

Dziś nadal otulona puchem słońca chowam Was do kieszeni podążając korytarzem minionych chwil:



A droga długa byłaaa...



... acz zdecydowanie warta tego, co później uraczyło nasze podniebienia:





Prowadziła wzdłuż urwiska, zabezpieczonego jedynie sznurem:









Tymczasem za nami:







Ścieżka doprowadziła nas pod Weisses Kreuz stanowiący integralny element krajobrazu:



Krzyż stanął w 1930 roku z polecenia Matthiasa Webera na wysokości tysiąca metrów. 
Konsekrowany oraz odnowiony w 2010 roku dzięki Horstowi & Melanii Weiss:



Głębokie wdechy świeżego tlenu pozwoliły nabrać sił na następny absorbujący w pracy tydzień
(3 pierwsze zdj. gorszej jakości, bo z telefonu):









Wiosna, wiosna, ach to Ty !:







Po relaksującej przechadzce nie pozostało nic innego jak... dalszy relaks ;) -> tym razem w postaci grilla. 
A na ruszcie znalazły się- pikantne kiełbaski z serem, szaszłyki, nadziewane pieczarki i łosoś w mozarelli:



Na finisz ciekawostka poznawcza tj konar, któremu nadałam miano "Pół twarzy":



I to już finito ekscytujących przygód ;P.

Do Widzenia Wam Bardzo !