W połowie trasy między Mikołowem a Gliwicami, po środku uprawnych poletek leży ta mikroskopijna miejscowość. Chudów.
Chudów to jednak coś więcej niż blednąca, rozwarstwiająca się cegła; więcej niż kończące żywota ruiny. To eklektyzm renesansowego trwania nadgryziony kłem niedosytu; pulsujące serce wśród zmurszałego przemijania. Kunszt dbałości o szczegóły dla tych, którzy pielęgnują tę trwałość.
Bo Chudów nigdy nie zasypia. Tu bezustannie dzieją się rzeczy - a to huczne grillowanie w Oberży 'Czarny Koń', a to ekspozycje motocykli lub potyczki strzelnicze... do prawdy każdy może uszczknąć swoją wisienkę z wystawnego tortu.
Ja -zważywszy na 30-stopniowy ukrop- najpierwej udałam się na spoczynek do kawiarenki w... dziupli ;):
Dziuplę wydrążono w najgrubszej rodzimej Populus Canadensis czyli Topoli Kanadyjskiej o imieniu 'Tekla'.
Drzewo ma 7,24 m w obwodzie oraz 31,50 m wysokości.
Mniejsza z detalami, mnie po prostu przywodzi na myśl domek z Wioski Smerfów:
I Zamek:
Budowlę wzniósł w szesnastym wieku szlachcic Jan Saszowski.
Nieszczęśliwie spłonęła w 1847 roku, a do teraźniejszości dotrwały pojedyncze cząstki murów i
czworoboczna wieża.
Zagadkę stanowi fakt, iż na około rozciąga się równina i ani cienia po wzniesieniu, na jakich przeważnie stawały bliźniacze bastiony:
Przejrzałam witrynę informacyjną, nadstawiłam z zaciekawieniem uszu i ostatecznie się zdecydowałam. Wchodzimy !:
A tutaj coś, co zawsze mnie bawi w średniowiecznych zamczyskach - Latryna na górnej kondygnacji.
Wyobraźcie sobie rosłego Magnata przechadzającego się dołem, gdy wtem spada przed nim czyjaś potrzeba fizjologiczna.../anooo, pal licho, jeśli spada przed nim ;P.../:
Wyobraźcie sobie rosłego Magnata przechadzającego się dołem, gdy wtem spada przed nim czyjaś potrzeba fizjologiczna...
W podziękowaniu za odwiedziny otrzymuje się poczęstunek w postaci kanapki ze swojskim smalcem + skwarkami:
W roku 95-tym powołano Fundację, która podjęła się prac wykopaliskowych, a także reanimacji placówki za fundusze uzyskiwane z organizacji imprez.
A inicjatywy te posiadają sutą tematykę -> począwszy od
wizytówkowego Średniowiecznego Jarmarku poprzez animacje bitew Wikingów, degustacje piwa, Kartofladę, gonitwy konne, a skończywszy na Festiwalu Błota:
Gdy zapach jaśminowych perfum Diora przeplatał się już soczyście z nagrzanym powietrzem, ruszyłam w stronę zacienionych alejek wysadzanych ławeczkami:
Ule:
W lasku można ulęknąć się rozmaitych demonów.
Skrada się Meluzyna, jest i Utopiec; jest też przywiązane do drzewka zwierciadło z adnotacją - 'Zobacz siebie Człowieku'... /i sam powiedz jaki jesteś.../
Mnie najbardziej do gustu przypadła Strzyga:
"Nazywano ją także upiorem, wieszczycą, wampirem. Strzygą mogło stać się po śmierci dziecko, jakie na chrzcie
otrzymało tylko 1 imię, lub któremu matka odmówiła piersi. Mógł
nią zostać wyjątkowy skąpiec, samobójca albo dziecko, które
urodziło się z dwoma rzędami zębów bądź posiadało znamię na plecach w
kształcie nożyc. Po śmierci strzyga wychodziła z grobu i wysysała krew swych bliskich, a gdy coś jej przeszkodziło, żądna krwi, ssała w
grobie własne palce.
Wspólną cechą strzyg jest posiadanie dwóch serc toteż stwory te umierają dwa razy. Po pierwszej śmierci
stają się jeszcze bardziej łakome, dopiero następna powoduje
całkowite unicestwienie ciała i oswobodzenie zatraconej duszy."
I jeszcze taka interpretacja Lucyfera:
"W demonologii Górnego Śląska demony uznawano za istoty pośrednie między
Bogiem a człowiekiem. Dzielono je na dobre i złe, tak samo jak
wyróżniano Boga Białego i Czarnego. Ten czarny to właśnie Diabeł.
Nazywano go różnie: diobeł, czorny, czort, piekielnik, rokita, gizd, ancychryst, saton, belzebub czy kozybun (wszak miał
kopyta jak koza i widywano go z rogiem).
Według wierzeń jest to zbuntowany anioł strącony z nieba za swoją pychę. Na ziemi
może przyjąć każdą postać z wyjątkiem gołębia i baranka (atrybuty Chrześcijaństwa). A jeśli już ukazuje się ludziom, poznać go można po
tym, że kuleje. Ułomność ta wywodzi się stąd, że spadając z nieba złamał
nogę."
A na Do widzenia My: