28 lutego, 2014

Gotyk w muzyce ;).


 



"Był rok 1988, czas punka i 'nowej fali'; grupa zapalonych, wrażliwych na piękno, zdolnych młodych ludzi postanowiła spróbować sił w tworzeniu: Anja Orthodox - wokal, Przemek Guryn - klawisze, Jacek Skirucha - gitara, Tomek Grochowalski (Wolfgang) - bas i Grzegorz Tomczyk - perkusja.
Byli pełni energii, ale zupełnie niedoświadczeni. Początkowa działalność grupy to próby, próby, próby… Ich muzyka była surowa w swoim wyrazie, ale równocześnie melancholijna i smutna.
Długo myślano nad nazwą, padały różne propozycje i tu nieocenioną pomoc wykazał kolega Zbyszek Bieniak, który zobaczył leżącą w bramie butelkę po winie 'Klosterkeller'… i już nazwa była ! Solistka tylko sprytnie zamieniła K na C, aby pojawiać się wyżej na wszelkich listach - jak mawiała.
(...)
Teksty Anji - mroczna i pełna metafor poezja stanowi także bardzo ważny atut.
W ciągu lat swojej kariery zespół uzyskał miano topowej formacji.
Grono słuchaczy jawi się bardzo szeroko, bowiem muzycy są lubiani zarówno przez starszych jak i młodszych; na koncerty przychodzą fani rekrutujący się ze środowisk metalowych, rockowych aż po wielbicieli muzyki pop. Bierze się to niewątpliwie z różnorodności stylistycznej - od czasów debiutu ich brzmienie przeszło ewolucję od chorych, zimnofalowych nut poprzez flirt z ciężkim metalem do psychodelicznego pop-rocka z elementami gotyku. Mimo tej różnorodności Closterkeller posiada własny, łatwo rozpoznawalny styl i jest zespołem wyróżniającym się od innych w pierwszej lidze polskiej sceny. Od wielu lat niezmiennie plasują się w czołówce najpopularniejszych grup, mimo że grają muzykę nieco trudniejszą i bardziej ambitną, a ich najmocniejszą stroną są nostalgiczne, subtelne teksty, w jakich dominuje zamyślenie, nie pozbawione jednak mocniejszych akcentów."

Obszerniej na ten temat:



Acz dlaczego o nich piszę ? 
Otóż trzy lata temu wpletłam i swoje swoje "5 minut" w trasę ABRACADABRA GOTHIC TOUR, kiedy to Closter grał w bielskim klubie koncertowym Rudeboy
Występ trwał 2,5 godziny i prócz kultowych kawałków, obejmował te z najnowszej wówczas płyty - "Aurum":





Anja -piosenkarka obdarzona iście melodyjnym głosem, charyzmą i manierą wokalną, która uczyniła z niej swoisty wzorzec- podczas koncertu dawała z siebie wszystko. Dbała o kontakt z publicznością osobistymi wstawkami podkreślanymi niemniej wylewną gestykulacją:







 


Utwory przepełnione mistyką, liryczne, interpretujące uczucia. 
Dobór mglisto-świetlnej aranżacji dodatkowo potęgował wrażenie pozazmysłowości: 

 






Oczywiście nie zabrakło akustycznych, ciężkich tonacji:



I solówek-pojedynków.
Prostych, choć niesłychanie inteligentnych, popełnianych ;) przez gitarzystów z bardzo lekkim wczuciem:







Na koniec blask fleszy, aplauz gromkich braw i oczywiście Bis:



A tu pamiątkowa fotka "po godzinach" ;-):

 


Oraz nagroda ;-P - schłodzone piwko:





2 komentarze:

  1. O, pamiętam jak mi przysłałaś zdjęcia te kilka lat temu, po koncercie. Mocno zazdrościłam :)
    W ramach tejże trasy, mieli chyba grac i u nas, ale w ostatniej chwili odwołali koncert, z bliżej nieokreślonych przyczyn. Oficjalnie z powodu choroby Anji, a nieoficjalnie, za mało biletów poszło w przedsprzedaży. Ja byłam zawiedziona, czekałam na ten obiecany koncert, ale się do dziś nie doczekałam :)
    Ale i tak Lubię to!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też pamiętam :).

    W ogóle to przeszłabym się na jakiś dobry koncert, bo dawno na żadnym nie byłam...

    OdpowiedzUsuń

WSTAW KOMENTARZ: