10 stycznia, 2017

WeihnachtsMarkt !


Witam serdecznie-poświątecznie !

Minione Święta, które spędziłam w Polsce obfitowały w wiele radosnych wydarzeń i mam nadzieję, że ów stan utrzyma się w 2017' jak najdłużej - czego i Wam życzę !

Zanim jednak wyruszyliśmy w 1150-kilometrową podróż samochodem do ojczyzny, dane nam było posmakować, czym pachną rozsławiane niemieckie Jarmarki Bożonarodzeniowe
A posmakowaliśmy ich w Stuttgarcie, gdzie na czas Adwentu centrum przeistoczyło się w kolorowe miasteczko. 
Aura raczej jesienna, ni krzty śniegu i tylko lodowaty chłód zdradzał, że to już początek grudnia.


Jeden z najstarszych Jarmarków (bo po raz pierwszy zorganizowany w 1692 roku) tak opisał pewien brytyjski dziennik: 
"W samym sercu miasta powietrze jest przesycone zapachem igliwia i intensywnych przypraw dobywających się z grzańców. Aż od Schlossplatz po Marktplatz, brukowanymi ulicami, ciągnie się sznur świątecznych straganów. Kupisz tu filcowe kapcie, dziergane czapy i kandyzowane owoce oraz posłuchasz (za darmo !) najlepszych chórów, występujących po zapadnięciu zmroku".


Od jednej stronicy kramów znajdują się podziemne przejścia wiodące do Metra:





Po drugiej miejska wizytówka - Pałac Altes Schloss w księżycowej poświacie:



Blisko 300 suto zastawionych straganów, mnóstwo ludzi, rozmowy, okrzyki, a w tym wszystkim nozdrza atakowane przez zapachy najróżniejszych odmian wina i piwa:







Największe zainteresowanie wzbudza Młyn, Karuzela, duży Dziadek do orzechów, Lodowisko oraz przejażdżka ciuchcią ;):















Ze specjałów wypróbowaliśmy grzanego wina z goździkami, owocowego ponchu, bananów w czekoladzie, orzechowych strucli czy też regionalnego keksu 'Stuttgarter Hutzelbrot'.
Szwabii, w antynomii do Badeńczyków, raczących się winem z migdałowym Amaretto, do swoich trunków często dodają jabłkowego Calvadosa:



Godzina powrotu:







Piernikowe serce od Wu. z napisem "Kochana Księżniczka" ;):



A także pamiątkowa widokówka z Fotobudki:



My z M.
[Myszka Mickey załapała się na sesję całkiem nieoczekiwanie wszak to własność przypadkowo przechodzącego dziecka ;-)]:



Teraz łyżka dziegciu do słodkiej beczki miodu;
mimo splendoru, tysiąca światełek, Mikołajów z reniferami na spadzistych dachach snujących własne wigilijne opowieści, nie odczułam prawdziwie odświętnej atmosfery jak to ma miejsce w PL /pod tym względem bardziej polecam też Jarmarki Wiedeńskie/. Zabrakło mi koncertów lokalnych muzyków, śpiewania kolęd (a może trafiłam na kiepską w tym względzie niedzielę ?), żywej szopki czy po prostu chrześcijańskich akcesoriów.
W skali 1:10 oceniam na 6,5.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: