14 czerwca, 2011

Moje spiskie wędrówki /PART III/.

WHITE LIES - 'To Lose My Life'




Czy ktokolwiek rozpoznaje ten zabytek ?



Jeśli nie, już śpieszę z podpowiedzią - oto późnoromańska Katedra Św. Marcina w Spiskiej Kapitule.

Katedra z lat 1245 - 1273 z dwoma stromo zakończonymi wieżami.
Urody jej wnętrzu dodają niespotykanie cenne ołtarze, epitafia, kielichy i czternastowieczne freski inscenizujące koronację Karola Roberta. Nie pomijając oczywiście najstarszej państwowej rzeźby - Leo Album:





Sama Kapituła jest swoistym odpowiednikiem Watykanu, bo podobnież jak on pełni rolę ośrodka religijnego i siedziby duchowieństwa. Ponad to ta urbanistyczna perełka wchodzi w skład Spiskiego Podgrodzia stanowiąc jego dzielnicę otoczoną murem \liczba gospodarstw na tym terenie nie przekracza 30-stu\.


Tyle o orientacyjnych detalach, a teraz przenieśmy się w świat obrazów. Wszak "rzeczywistość jako obraz porusza duszę o wiele dogłębniej niźli świat myślany jako opis abstrakcyjny" - pisał Immendorf. 
I jak przykładowo symbol pacyfistyczny znamionuje znak pokoju, tak ilustracja godzi odcień błękitu z podobizną nieba przy całej naszej wiedzy na temat tej przestrzeni:

 

;-P


Częstokroć zastanawia mnie świetlany kontrast między dojrzale cytrynowym korpusem budynków, a niebieską fasadą nieboskłonu. 


Jeżeli przyszłoby mi jednym tylko wyrazem opisać Wieżę Zegarową, to powiedziałabym - soczysta. 
Jest zgrabnie imponująca, przy czym nie przytłacza swymi niewielkimi proporcjami:





Wyżej na trawertynowym wzniesieniu można napotkać gejzery obtoczone wapiennymi krystalizacjami.
Najwyższy z nich, dzięki dodatkowemu odwiertowi, sięga paru metrów tworząc bąbelkową fontannę.  Niestety nie mieliśmy na tyle szczęścia, by podejrzeć owo widowisko:







W sąsiedztwie mineralnych cieplic znajduje się barokowa Kapliczka Krzyża Świętego z 1675 roku:
 






Szkoda, że koleje losu nie mają biletu powrotnego, bo z wielkim rozrzewnieniem wracam do tamtych chwil. 

Między innymi do tej, w której po raz 1-wszy ujrzałam 13-w. zamek górujący nad lustrem Orawy w Orawskim Podzamczu /okol. Przełęczy Glinne/.
Składają się na niego trzy średniowiecznorenesansowe kompleksy, co owocuje tym, iż często mówi się nie o jednym, lecz o Zamkach Orawskich.


Na pierwszy plan wychodzi "przyklejona" do skały przybudówka, a patrząc nań od wschodu ma się wrażenie jakoby konstrukcja przeczyła prawom fizyki, ponieważ skała wygina się na południe:


 
Kołatka u wrót:



Jak większość zamczysk i ten posiada własną legendę;
a rzecz działa się dawno, dawno temu, kiedy to niejaki Marek osiadł na tutejszym pogórzu. Pewnego dzionka obiecał sobie, że nawet gdyby potrzebował pomocy diabła, postawi tu zamek. Gdy tylko to uczynił, odezwał się koło niego diabelski głos, który przyrzekł mu dopomóc. Jednakże wiadomo - każdy czart oczekuje za okazaną pomoc cyrografu na duszę. Marek początkowo się wystraszył, ale potem wydedukował, że może diabłu nie uda się spełnić warunków umowy, jaka opiewała na to, że za 7 dób zamek będzie ukończony, a wówczas Lucyfer będzie mógł przyjść po jego duszę dopiero za siedemdziesiąt lat. Czart przystał na ofertę i z werwą zabrał się do roboty. Pracował wytężale, włóczył głazy pod górę musząc uważać, aby budowla nie stoczyła się do płynącej rzeki. Skarpa była stromo nachylona, a głazy trzeba było toczyć z daleka. Marek z obawą doglądał postępów diabła, a im bardziej one rosły, tym żarliwiej prosił Najwyższego, by go przed piekłem uchronił. Kiedy dobiegała końca decydująca noc, zamek był praktycznie gotów. Czart chciał jeszcze donieść 1 kamień, jednak gdy stanął u wejścia, ostatkiem sił dźwigając głaz, usłyszał pianie koguta oznajmiające ranek ósmego poranka. W gniewie za zmarnowaną szansę rzucił skałę w czeluść wody, gdzie została do dziś, zaś tubylcy nazwali ją Markową Skałą



Na Do widzenia jeszcze motyw w postaci zdobnej placówki bankowej; model Ferrari zarejestrowany przez mojego Wu. ;) oraz meldunek w Domku Wczasowym z kolacją ;):







;-)


A teraz prawdziwa kolacja -> kluski na parze z sosem truskawkowym. 
Goodie foodie ! ;):