24 stycznia, 2013

Bajka o Pałacu na wodzie.






W pewnym klombowym lasku często przechadzał się król na ulubionej, kasztanowej klaczy. A był to nie kto inny jak August II Mocny. 

Zafascynowany osiemnastowieczną kulturą Wschodu zlecił swemu najwierniejszemu paziowi skomponowanie wodnego pałacyku nawiązującego do trendów płynących z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Prace ruszyły z kopyta, dzięki czemu efekt finalny zaprezentował się wyświnicie:







Pewnego popołudnia król zaprosił na przejażdżkę odwiedzającą go hrabinę Cosel: 

 

 ;-P


I tak odbył się spacer o niezwykłej atmosferze - z monochromatycznymi detalami i nieustanną walką słońca z oparami Łaby; z miękkością warstw przestrzenno-czasowych i niespodziewanie materializującymi się odblaskami...


Nagle, w trakcie wnikliwych dysput, zerwała się wichura porywając z włosów niewiasty satynową wstążkę. 
Ta, nie mogąc pozwolić sobie na naganne uczesanie przy jego prominencji, energicznie pochwyciła koronkowy pas od pończoch przewiązując nim niesforne loki.
Widok ów tak ujął władcę, że szybko zapłonął do panny uczuciem.

W zakochaniu darował jej nawet Pałac, jednak wybredna hrabina bezustannie odrzucała zaloty: 







Razu pewnego wchodząc z wielkim impetem na salony oświadczyła, że gości po raz ostatni w posiadłości
I w ten oto sposób popadła w królewską niełaskę:


Tymczasem amant, dzielnie dźwigając brzemię zauroczenia, rozbijał kolejne kielichy goryczy o niewzruszone mury.

Dostrzegając sytuację wierny paź podsunął mu koncepcję, aby obecny 'erem' przekształcić w letnią rezydencję połączoną z hodowlą rzadkich roślin.
August przystał na pomysł, po czym zatrudnił rzesze ogrodników do pielęgnacji kwiatowych pawilonów:





Po 12 miesiącach upraw Madame Przyroda w podzięce otworzyła wszystkim swój magiczny worek i rozsypała jego przecudowną zawartość. 
Zaskoczyła pąkującymi łodyżkami, które wydostawały się spod gruzów, przez co wyglądały niby owady wylatujące na wolność powiewając miękkimi pióropuszami:





Właśnie ten mikrokosmos najbardziej Mocnemu pasował - bo wtedy nie widział dysonansów, nie trawiły go demony zemsty, na które naprawdę zaczynało brakować miejsca w jego umęczonej Psyche.

A roślinność jawiła mu się iście baśniowo =>> jako przystań, gdzie wszelakie rozterki zawsze dobrze się kończą:



 


Król tak oddał się upiększaniu parku, że sprowadził z odległych krain niezmiernie kosztowne drzewo Kameliowe i zasadził nieopodal sadzawki.


[Aktualnie to najstarsza Kamelia na europejskim kontynencie. W okresie zimowym transportuje się ją na szynowej konstrukcji pod specjalną szklaną kopułę:]

 




Zgadniecie czyje to popiersie ? ;):






Ażeby ostatecznie zamknąć perspektywę ogrodu August Mocny zlecił wykonanie Oranżerii.

Tyle świetnych pociągnięć pędzlem, refleksji, tyle wrażliwości tutaj doświadczył... 
Wiedział bowiem doskonale, iż warto ćwiczyć się w kunszcie upowszechniania piękna:







I tak trwała era Odrodzenia, Epifanii, a wokół codzienna codzienność, gdzie mimo powtarzających się, jednakich godzin światło było zawsze inne:











Nawet boczne zaułki czyniły owo umiejscowienie wyjątkowym, jako że panujący lubił obserwować obiekty, które stoją w nienaruszonej formie od dziesięcioleci i sporo pamiętają... 

Stąd częstokroć kontemplował ważkie państwowe decyzje 

(ciekawe czy wspominał przy okazji utraconą miłość ?):



Od północy do Pałacu Wodnego prowadziły schody zanurzone aż po samą rzekę. 

Przybijały do nich łodzie z nadwornym orszakiem. Cumowały barki z gośćmi podziwiającymi charakterystyczny twór:



Tak więc była wyspa na rzecznym, ciemnym lustrze, był pałacyk na tej wyspie i była miłość, która jak róża uschnęła... Przyszła znikąd i do nikąd odeszła...

A prądy Łaby po dzisiejszy dzionek noszą porwaną czarną wstążkę...

Zataczają koła po łączach i eterach rozsławiając saski dwór w Pillnitz; płyną przynosząc satysfakcję pasażerom statków wycieczkowych [oraz Autorce tegoż bloga :-D].


Zatem... może ta bajka nie kończy się jednak źle ? . . .



Serdeczności & Prosperity i do zobaczenia przy następnej, równie lakonicznej retrospekcji !