14 marca, 2016

Wędrując Jurą Szwabską.



Robione za dnia, opisane nocą. 
Slajdy nieco mieszane - tyć wczesnego marca z garstką późnego kwietnia.
Slajdy z małej gminy usadowionej w Parku Natury Górnego Dunaju. Bowiem statek zwany Silence... ...Destiny... ...Eternity... zawinął do całkiem nowego portu o nazwie Nusplingen.  


A zatem bez zbędnych już wstępów, zapraszam:



Wioskę najpewniej założył rycerz Heinrich von Tierberg. 
Z ważniejszych wydarzeń należało by wymienić trzęsienie ziemi z 1911 roku, po jakim nastąpiła niszcząca powódź oraz dwa dotkliwe podpalenia - z 1475 r. przez rottweilerów oraz z 1633 -dzieła Szwedów.


Rathaus czyli Ratusz:



Dalsze Centrum:




















Cudaczne zjawisko wydziergane z chmur:



Szyby starych kamienic plotkujące z duchami ;)...






Wieża kościelna dominująca nad Nusplingen:



Powracamy do roku 1250 -> St. Peter und Paul Friedhofskirche, miniaturowy Kościół Św. Piotra i Pawła w stylu romańskim:



Teren kościółka obmurowany popielatym murem:



Zachowane w oryginalnym stanie polichromie ścienne:



Pejzaż na zewnątrz
(tak, te rozbielone wierchy pagórków to śnieg):



A tu Friedhofskirche o zmroku:






600 metrów wzwyż znajduje się ufundowana przez burmistrza Droga Krzyżowa oraz wyciosana w skale Grotka Matki Boskiej:












I zachodzące słońce uchwycone z tarasu przed Grotą:





Wspinamy się na okoliczne wzgórza:








Te same wzgórza dwa miesiące później:












W tym punkcie /jeszcze o tym nie wiedząc/ wchodzimy na kolejną uliczkę prowadzącą do serca 1900-tys.  Nusplingen.

Barierka widokowa:



I panorama miejscowości z charakterystyczną dla południowo-zachodnich Niemiec architekturą czyli niskie, pastelowe domki o brunatnych dachach, ciasno skondensowane w kotlinach niczym meandrujące obiekty:

  



Im niżej, tym cieplej.
Bowiem efemeryczne zamglenie szybko zsypuje się z gałązek przy najlżejszym powiewie sypiąc się za kołnierze, kurtki, na aparat... aż wreszcie zsypuje się całe, rozprasza i zanika.
A u stóp tętni życie...



Poniżej widoczki z mojej sypialni:



A potem Badenię przywituje epicko słoneczna aura:





I jeszcze Stadnina obok domku, w którym mieszkamy:



Zanim jednak doby rozwidnieją pełnią wiosny, przekazuję Wam do wglądu tę świeżo sporządzoną dokumentację. 
A były to dróżki praktycznie bezludne - jeszcze nigdy nie widywałam tak pustawych bezdroży i cichych ulic jak w Deutschland. Głusza w górach i raptem niewielkie ożywienie w centrach.

Tym bardziej miłośników zieleni uprasza się o cierpliwość, jako że chłodniejsze pory na tejże szerokości geograficznej zalegają nieco dłużej...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: