24 kwietnia, 2011

Morawskie miraże.

STAN GETZ / ASTRUD GILBERTO - 'Corcovado' 




Specjalnie dla Was Kochani kolejny prezent z okazji Dnia Bez Okazji tzn. sesja o pewnym powabnym miejscu, noszącym miano Mikulov.

Chciałabym podzielić się z Wami serią tychże widoków, chociaż nie są ani profesjonalne ani wspaniałe. Raczej zdominowane szarą porą roku.
Jednakże cenię sobie je za;
* pozytywne wspomnienia, które przywołują
* brak turystycznych ławic
* lampkę czerwonego wina w doborowym towarzystwie

Owo mieniące się kolorystyką, czeskie miasteczko z wieloma perełkami architektury, pośród jakich prym wiedzie Pałac Dietrichsteinów (zdecydowanie !), leży w pobliżu austriackiej granicy.


---

Wymieniony pałac początkowo stanowił romańską fortecę z XI, dopiero pięć stuleci potem nabył go zacny ród Dietrichsteinów.
Do kluczowych epizodów na tejże posiadłości zalicza się pobyt Napoleona Bonaparte, który w 1805 wybrał ją do negocjacji pokojowych po walce pod Austerlitz.
Aktualnie organizowane są tu uroczystości zbiorów winogron (tzw. Winobranie).

Do prawdy niesamowitość:









Rezydencji strzeże brama z filarowymi podporami i finezyjną ornamentyką:





Wszędobylskie winnice nadają miejcowości niepowtarzalnej, roślinnej atmosfery:





Godny skrupulatnego prześledzenia jest jedyny w swojej krasie Rynek.

W pierwszym rzucie w oko wpada żydowska Synagoga. W następnym - harmonijna Kamienica Pod Rycerzami wzbogacona sgraffitowymi motywami:



Motyw maryjny na Synagodze:



Hotel Vivaldi:



Jednakże w autentyczne 'khatarsis' wprawiła mnie Kolumna Św. Trójcy utrzymana w rokokowym klimacie. Do tego pagórkowate tło oplatające widnokręg niczym tęcza:







I w wiklinowej odsłonie:



Mmmm... Mikulov... Żadnym językiem mówić o nim nie potrafię:









Wprawdzie nie wiem jak reprezentuje się na dzień dzisiejszy, ale wówczas było tak:
- pochmurnie, a mimo tego nasycone barwy kontrastowały w obiektywie 
- na słońce nie mogłam liczyć, czego wynikiem stała się sesja zdjęciowa w odcieniach popieli, brązów i żółci

Lecz najpiękniejsze było to, co skrywały podmiejskie kamieniczki -->> dyhotomiczne zestawienia ohry z pomarańczami przybrane kostiumami w rozmaitych stylach.
Jednocześnie owe zestawienia jawiły się niby najszlachetniejsza architektoniczna próba:







Żywię nadzieję, że choć w minimalnym stopniu zaraziłam Was tym maleńkim skrawkiem ziemi, który sam w sobie stanowi ogromny zabytek. Jeżeli tak - wybierzcie się tam czym prędzej, by na własnej skórze doznać mnóstwa wzrokowych orgazmów ;P.