20 kwietnia, 2011

Czarodziejska uliczka.

HURTS - 'Unspoken'


 

Ma ktoś ochotę na następną podróż w czasie ?
Gorąco zapraszam, albowiem tym razem będzie o urokliwym zakamarku, jakim jest Kutná Hora leżąca na wschód od Pragi (około 1h jazdy).


Kutná, potocznie zwana "Kamiennym miastem", to pozycja w całości wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Niemal nie czuć tutaj istnień ludzkich, przez co atmosfera nabiera takiej unikalnej ciszy, tajemniczości. Każda z uliczek własnym językiem opowiada historyczne dzieje kreując barwną mozaikę przeszłości.
To właśnie tu działała centralna Mennica państwa, gdzie bito popularne praskie grosze. Za jeden taki grosz można było nabyć np kurę.
Obecnie wąskie, kręte ulice, po których leniwie przechadzają się turyści kuszą kramami z rozmaitymi dewocjonaliami: a to Zielarnia z flakonami o pachnącej, ziołowej zawartości, a to Mydlarnia z bryłkami mydełek o różnorakich woniach tudzież z zasuszonymi w środku owocami.
Na nasze życzenie sprzedawca za symboliczną Koronę zapakuje je w wiekowo wyglądającą papeterię:



Albo florystyczny Atelier:





 




Rzecz oczywista, w oceanie upominków nie może zabraknąć Krecika :D: 



Z pewnością nie da się też pominąć budzącego grozę ossarium czyli Kaplicy Czaszek w pobliskiej dzielnicy Sedlec, rozsławionej zwłaszcza wśród archeologów:















W Kopalni Hrádek przebiorą Was w stroje z epoki i w nich będziecie przemierzać tunele, miejscami mierzące zaledwie metr wysokości (klaustrofobicy powinni 3 x rozważyć wejście nim się zdecydują. I bynajmniej nie piszę tego prozaicznie ;>):





W centrum szczególną uwagę przyciąga 12-kątna Studnia z kamienia otulona delikatną ornamentyką oraz Dom Gotycki z bogato zdobioną fasadą.

I oczywiście Kolegium Jezuickie zbudowane w kształcie "F" na cześć władcy Ferdynarda 2:







I wreszcie Kościół Świętej Barbary wzniesiony dzięki inicjatywie górników.

Wewnątrz jego nawowego sklepienia zawarto interesujący fason założenia w postaci korony cesarskiej
(jako że w tym czasie w środku dokonywano prac konserwatorskich, darowałam sobie zdj.).
Na szczęście z zewnątrz świątynia prezentuje się niemniej imponująco:



 

Wieczorem:



W dalszej kolejności zawitaliśmy we Włoskim Dworze, przy którym stanęło mi się na rozstaju. Przyszło mi bowiem pomylić akcent renesansowy z manierystycznym. Całe szczęście wzrok słuchaczy energicznie zwróciła pozująca nieopodal do sesji fotograficznej Młoda Para;
- Proszę Państwa, spójrzcie w lewo, bo mamy niepowtarzalną sposobność podziwiać typowo czeski krój sukni ślubnej ! - zażartowałam.
Ufff, obyło się bez krwi...











Oprowadzanie zwykle kończy się na maleńkiej ul. Rudhardskiej, gdyż związana jest z nią frapująca legenda.
Otóż mieszkał nań kiedyś bardzo zamożny mieszczan, Rudhard, który z pychy nie chciał wydać swej córki za mąż. Zamurował ją zatem w którejś ze ścian, a potem kazał to samo uczynić z resztą rodziny. Pewnego dnia za karę dom nagle runął grzebiąc samego właściciela. I chociaż po włościach nie został żaden ślad, do teraz rzekomo da się posłyszeć płacz uwięzionej duszy dziewczyny:



Powyższą historyjką żegnam się z Wami przy kawie ;).

Zaczarowanych snów Wszystkim !