10 kwietnia, 2011

Metamorfozy.



Sporo słów przeminęło z wiatrem od tamtego wylotu. 
Przestałam nosić rozkloszowane jeansy i hipisowskie bransoletki. Nie zmieniło się jednak to, iż nadal zliczam się do osób, jakie lubią komplikować sobie życie na minutę przed finałem typu Inauguracja Wyższej Uczelni - i że nadal często bliżej mi nad zagraniczne morze aniżeli własne . . .

Zapraszam więc na serię fotosów ze spalonej słońcem północnej Afryki.
Gdzie po wichurze socjologicznych pojęć, zasad i definicji szukałam siebie, swojej drogi. Tej niepowtarzalnej, niezdefiniowanej.
A że kobiecie nie łatwo dogodzić (a bo to słowik zafałszuje; a bo kiecka od Armaniego za droga, Biblioteka za daleko, zaś niedojrzały chłopak - wiadomo...) zarezerwowałyśmy z dwoma koleżankami lot na pięciodniowe nicnierobienie pod Tunisem 
[tak, czynność owa zdecydowanie stanowiła brakujący element tamtego lipca :)].


A zatem odLOT:



I przejmujący balet widm, liturgia ludzkich katakumb:







Przylot.

Są pejzaże, które trzeba zobaczyć, aby się przekonać, że je koniecznie TRZEBA oglądnąć:


  
 

 
Nasz czterogwiazdkowy hotel:

 


 Mimo godziny 18:00 upał, że klękajcie narody...





A tu niezbity dowód, że w 'ciepłych krajach' też padają deszcze ;-): 





Wysokie palmy dają chwilowe wytchnienie:



Rzecz jasna, popełniłam nieostrożność zapuszczania się po mniej dostępnych zaułkach.

Tawerna o wyglądzie statku: 



Wystawy, bibeloty, galerie, papeterie... 

 






W restauracji, w której szykowano jakąś uroczystość.
Niestety nie załapałyśmy się na danie główne ;P: 

 


 


Załapałyśmy się za to na kolacyjkę z półwytrawnym winem wprost z serca Hiszpanii ;-):



I ponownie dzień
-> widok z góry, bajeczny jak bajka; jak sui generis kreacji. 

W realności kontrast między cudem tego krajowidoku, pogrążonego w zacienieniu, a promienistymi świetlikami rozpraszającymi się ku skałom był odczuwalny po dziesięciokroć bardziej:

 


Dwubarwny bałagan na niebie, a pod nim śródziemnomorskie, palące stopy piachy.

Myślałam wtedy o egzystencji i o tym, co zrobić, by połączyć przyjemność zwiedzania świata z pracą zawodową. I wymyśliłam -> zostanę pilotką. 
Wedle drogowskazówki Ludwiga Thomasa - są góry, które musimy przejść, inaczej ścieżka do realizacji marzeń się urywa...





Rezydujący tam mężczyźni ? Z reguły uśmiechnięci i czarująco uprzejmi. 
A czymże Ci mężczyźni wabili płeć piękną ? Ano na przykład nienagannym galopem.

Osobiście darowałam sobie jazdę konną po plaży, bo zwyczajnie jeździć nie potrafię ;-]. 
Ale zapewnie to niespożyta frajda:



W taki oto sposób niewinne wakacje okazały się jednymi z tych, po których następują przemiany. 
Podobno zmieniamy się co 7 lat - ja miałam 26,5. 

To wówczas zaakceptowałam fakt, iż większość raczej nie zrozumie horyzontu, z którego oceniam realia. I choć świadomość ta przeistoczyła w skamielinę wiele mych doczesnych przekonań, podjęłam ważkie decyzje co do przyszłości. Na przykład porzucenie myśli kantowskiej na rzecz turystyki.

I tak to się mniej więcej (więcej ;)) zaczęło ;>.



1 komentarz:

WSTAW KOMENTARZ: