29 sierpnia, 2015

'Ewangelizacja w Beskidach' - odcinek 2.


FEVER RAY - 'Keep The Streets Empty For Me'




Wielka Racza.

Na wyjście trzeba przeznaczyć od półtorej do dwóch godzin (w zależności, jakie kto ma tempo). 
My zaczynamy o 8:30 spod miejscowego Parkingu w Rycerce Górnej, do której dostajemy się autem:





Fotografie standardowo nieobrobione, ponieważ;
  • ukazują nieudawaną naturę natury ;)
  • nie trzeba poprawiać na nich wielkomiejskich detali czy innych przykrych przejawów nowoczesności
  • widać cudnie naturalne światło:  
 






Szlak jest pocięty na małe kawałki - a to kilometr po kamienistym podłożu, potem ciaśniejsze kadry przy przejściu przez potok, a następnie bardziej stroma, ale i gładsza droga wydeptana już setkami stóp:



W trakcie natykamy się na moc nokturnów, na gołe połacia; są też uchylone drzwi nieba w jasnym podbiciu słońca. Są przełęcze świetliste i pociągnięcia z barwnych plamek. I wreszcież jest polska odmiana impresjonizmu, poddana nade wszystko nastrojowi:









Fałdy ziemskie falują na wietrze. . .
Linie skośne nagle miękko uginają się pod naporem krzewia, ich trójkątne grzbiety przywdziewają cztery różne kąty. Ośrodki ciężkości wyznaczają centra kręgów o nierównym promieniu, odwrotnie proporcjonalnym do promieni słonecznych; chyba że moment staje się pochmurny - wówczas promyki zanikają.

Geometrię gór najlepiej obliczać przez statyw bądź po prostu przemierzając pylistą miedzę:





Zmienność świata i zmienność światła:





Dochodzimy mając w zapasie prawie 2 godziny.
Rewelacyjne jak na taką wyprawę 25 stopni wzmaga witalność:



U zbocza całe poletka obficie narosłych borówek.
Zrywam kilka i udaję się do niedużego, drewnianego Schroniska...



... tradycyjnie na herbatę z cytryną ;P.

Z szafranowego kubka pozdrawia mnie Gdańsk ;-):


Po herbacie wypijam jeszcze kawę w szklance z PRL-owskim plastikowym koszyczkiem ;) oraz skuszam się z towarzyszami na kwaśnicę - ta ostatnia niestety średniej jakości.


Tymczasem nadchodzi południe i przybyli gromadzą się w oczekiwaniu na Eucharystię.
Od zachodu zaczyna powiewać zimny, arktyczny wiatr:







Po Mszy i krótkim wypoczynku ruszamy dalej:





Trójkąty, półkola, okręgi. Wycinki globu pod płaskim skwerem nieba. 
Jak zmierzyć ich powierzchnię ? 
Ani tu sumy kątów nigdy się nie zgodzą, bo albo suma przekroczy rozsądne wartości albo okaże się wielkością za niską:



Może 3 punkty tylko czasem pozwalają się połączyć i tylko na chwilę, krzywe zbiegają się i rozbiegają, a proste równoległe rozpłaszczają horyzont.
Po czym znowu falują uporczywie niczym wiejska krajka:







Grzbiet o wysokości 1236 m n.p.m. biegnie wzdłuż granicy Słowacji (stąd jej słowacka odmiana Veľká Rača).
Z trawiastej hali widać między innymi grupę Małej Fatry:



W połowie XVI wieku wypasano tutaj stada owiec, przez co dochodziło do krwawych walk o tereny pasterskie, a od XVII w okolicach ukrywali się zbójnicy, na których urządzano obławy.
Podczas 2 wojny Racza była doskonałym punktem obserwacyjnym, co wykorzystali Niemcy urządzając w Schronie posterunek żandarmerii.
Po wojnie, aż do późnych lat 50. góra była praktycznie niedostępna. Ówczesne władze komunistyczne nie zezwalały chodzić wzdłuż granicy państwowej, jedynie po wylegitymowaniu się u dozorcy w Rycerce można było pobrać klucze do schroniska:









I niechciany comeback do rzeczywistości:






W dole spotykamy jeszcze znajomych z poprzedniego wyjścia zatem urządzamy pieczenie kiełbasek, w które oczywiście wszyscy jesteśmy zaopatrzeni. 
Bowiem konwencją wyniesioną z poprzednich edycji Ewangelizacji stało się, iż na uwieńczenie zorganizowane zostaje ognisko - z czego tym razem zrezygnowano przez panującą suszę.




<   KONIEC bajki   >



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: