11 czerwca, 2017

Pogawędki z rycerzem Wilhelmem.


W miejscowości Honau w wysokim zamku żył znany z męstwa i odwagi rycerz Wilhelm.
Zamieszkiwali tam również- królewskie służki, paziowie, posłańcy, stajenni i nadworny kucharz. Ci nie zawsze wiedzieli skąd pochodzą, ale zawsze wiedzieli, jakie mają prawa tudzież obowiązki. 
Poza murami warowni żyli ubodzy tubylcy. Jedni trudnili się uprawą roli, drudzy rękodzielnictwem, byli też uliczni kupcy i przejezdni handlarze. 
Zaś wszystko to obserwowało błękitne nadbadeńskie niebo, które często zasnuwało się głębokimi chmurami, nie chcącymi dawać deszczu. Miejscowi wiedzieli jednak, że niebawem znów się odsłoni ponawiając cykl wzrostu roślin. 
Rycerzowi powodziło się dobrze - miał piękną i inteligentną narzeczoną, którą uczył jeździectwa, a w czasach pokoju doglądał porządku oraz podejmował nadwornych gości.
Tymczasem gdzieś w dalekim świecie rozpoczynała się rewolucja ->
w przyszłości będzie ona przyczynkiem upadku dworu, odbudowanego zresztą potem, ale o tym w dalszych wersetach..



Sylwetkę Wilhelma zwizualizowałam sobie już w miejscowości poprzedzającej Honau widząc tę oto wieżyczkę:



Po wjeździe na główną ulicę okazuje się, iż cała Starówka wyłożona jest kostką brukową i zachowuje zabytkowy styl charakterystyczny dla południowych Niemiec:







Przenosimy się do warowni.
Tym razem pod błękitnym sklepieniem wita mnie już nie wyobrażona, lecz realna, drewniana sylweta rycerza. 
Wilhelm wydyma lico niczym Perseusz z Uffizi (którego niestety dotąd nie udało mi się zobaczyć "na żywo"):



Wita mnie również Lichtenstein zwany Bajkowym Zamkiem Wirtembergii:





Wilhelm prowadzi moje myśli wzdłuż mostku ku ogromnej, blaszanej bramie. 
Jego głos opowiada jak gdyby spoza tętna kopyt, a głos płynie z dziwnej, pozarzeczywistej odległości, jaka czasem rodzi się między zagubioną turystką a przewodnikiem:





Pierwsze widoki po wejściu:







I rzut oczu na lewo.
Otwarta przestrzeń, gdzie chłodne cienie kładą się ostrożnie na miejscowość. Cały świat zamyka się w obrębie naszych wzroków.

Czuję się jakbyśmy byli tutaj pierwszymi i ostatnimi ludźmi:





Rycerz zaczyna swój wywód od historii zamku.
Opowiada mi to wszystko obejmując ramieniem zaciekawienia i czyniąc zeń rządną wiedzy, lecz jednocześnie małą dziewczynkę oczekującą na zdanie matki (może nawet aż za bardzo znów staję się córką swojej mamy):









Jak się dowiaduję, dzieje budowli sięgają XIV wieku. 
Potem, doszczętnie zniszczona na skutek krwawej Rewolucji daje o sobie zapomnieć na parę dekad.
Jej aktualny neoklasycystyczny wygląd mogę podziwiać dzięki architektom wzorującym się na wybitnej powieści pt "Lichtenstein" Hauffa.
Ponoć w pewnym momencie staje się tak oblegana, iż doczekuje się własnej kopii w RPA.

W komnatach działa Muzeum, jakie zwiedzać można jedynie z kustoszem (cena wstępu to 6 Euro):





Zaczynam odczuwać oddech losów tego miejsca, wpisany w zbiorowe dramaty, które się tu wydarzały. 

Dzisiaj jego ściany sypiają już znacznie spokojniej:





Rozkwit i młodość.
Ten okres interesuje Wilhelma szczególnie. Bo wówczas -jak podkreśla- przeżywa najlepsze momenty swojego jestestwa.
To pod tymi murami poznaje ukochaną wybrankę poszukującą właśnie zgubionego kierpca...


A Badenia ?
To wówczas jeszcze nie tak wiele znaczący okręg [przynajmniej mniej znaczący aniżeli mniejsza dzielnica prężnie rozwijającej się Polski].
Ale już wtedy stykają się tutaj wszelacy wielcy kształtując późniejsze obyczaje:





Czy w tych okiennicach przeglądała się więziona królewna ? ... szukając wyjścia z sytuacji bez wyjścia ?...
Wilhelm przemilcza temat:





Park.
W tym miejscu widać jak średniowiecze powoli przechodzi w Waszą teraźniejszość - odzywa się rycerz. 
Obrazy nabierają głębi, uzyskują perspektywę - kontynuuje - albowiem średniowieczni artyści nie tworzyli perspektywy, wszak zwyczajnie nie byłą im potrzebna. Koncentrowali się nad tym, co najistotniejsze nie frapując się detalami wypełniającymi Wasz ogląd.

Nie sposób było mi się nie zgodzić: 







I to już wszystko, co chciałem Ci przekazać. Muszę powracać do swej Heleny - rzekł z szarą twarzą zamykając rozmowę. 
Po czym rozpłynął się wśród zielonych alejek. . .




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: