10 maja, 2011

Extra Ordinary.



 



Niektóre wpisy ewidentnie redukuję do poziomu basic z powodu nieurodzajnej weny. 
A przecież wena dziękczynna powinna być dobrowolna, samoistna, sentymentalna, a czasem i egocentryczna. Zaś moja fantazja ostatnio na wskroś blada bywa.. i płytka.. i bez kolorytu... a może nawet falliczna. 
Lecz, aby całość nie zabrzmiała jak smutne epitafium, wstawię -pomijając inne kreatywniejsze przedsłowia- coś humorystycznego.

Przenieśmy się w krainę Beskidu Śląskiego, z jaką splata mi się ten oto mem



To a propos mej zażartej dysputy z Przyszłym-Doszłym ;) podczas jednego z podejść na Dębowiec (686 n.p.m.);
wszak niektórzy twierdzą, że on "szł", jak miał blisko, a "szedł", kiedy było daleko - ale z reguły twierdzą tak w 1 osobie liczby pojedynczej ;).


Aczkolwiek wznieśmy się ponad to... 





... bo przed nami wielopoziomowy, apartamentowy, wręcz komnatowo-labiryntowy Ośrodek Rekreacyjno-Narcirski

W jego skład wchodzi kolej kanapowa i zaczepowa, tor saneczkowy z trasą do jazdy, snowpark linowy ze ścianką wspinaczkową, ścieżka dydaktyczna, siłownia na świeżym powietrzu oraz karczma (ufff...)
Momentami nie przystaje do pagórkowatego krajobrazu miasteczka o ogromnych oknach, w jakich różne cuda :P. Gdzie gmachy z secesyjnej cegły w twórczym kolorze, bo brudnopopielatym ;) swą maleńkością z trudem dorównują wiedeńskiemu rozmachowi.


A poniżej wyciąg prowadzący do Schroniska pod Dębowcem
(warto skorzystać, ponieważ 5 minut tej przyjemności kosztuje tylko 5 zł):





Motywacja do spojrzenia na świat z góry, uruchomienia na nowo wyobraźni, urealnienia materii...
Odsłona twarzy, gdy płonie podbeskidzkie słońce:

 


Doskonała, tańcząca bielska operetka.
Owo skupisko rozbite w płaskim kotle migocze czerwonymi dachówkami od rana do wieczora, dzień po dniu, rok po roku:



Na szczycie przy Schronisku można zjeść regionalne danie albo przy ognisku upiec kiełbaski:







Plac zabaw obok górnego Tarasu:







Odbijając w prawo zejdziemy do Kaplicy Św. Łucji, gdzie odbywają się letnie Nabożeństwa:











Zjeżdżalnia Grawitacyjna z tyłu Kaplicy:




I jeszcze rzut oka na spotkane rośliny:










Wracając chciałam Was jeszcze zabrać na rzadko uczęszczaną Stację PKP, jako że wychodząc na drogę przywitała nas jaśniejąca tęcza i tak zadumani posunęliśmy za nią...





Lubię, kiedy nieboskłonem przetaczają się foremkowe chmury.
Gdy policzki przyjemnie chłodzi wiatr /na przekór grawitacji/, skąpany w ciepłych brązach i zapachu mokrego mchu:





Widać jak na dłoni, że z mnogości zwyczajnego dnia też wyłania się przebogata zastawa nie pustosząca portfela.
Co po niektóre rarytasy rozchodzą się szybko nie mając następców... zwłaszcza te kobaltowe, napuszone kłęby... jak zabutelkowane poduszki w ciele przestrzeni...

Podobną metodę stosował Canaletto - najpierw odrysowywał wyświetlony obraz, a potem wypełniał go trójwymiarowymi barwami - > wspomnijcie o tym odwiedzając Salę Canaletta w warszawskim Pałacu Królewskim ;). 


A na chwilę obecną dziękuję już za uwagę,  
bywajcie szczęśliwi !





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WSTAW KOMENTARZ: