06 maja, 2011

Chwytając świąteczny czar. . .


KRYSTYNA JANDA - 'Na Zakręcie'
 



Było sobie miasto... migotliwe, bajeczne, wymykające się jednoznacznym klasyfikacjom.
Miasto, którego nuty podporowe stanowiły góry i jeziora będące obfitym extraktem, wydobywającym z fotolaików odważnych ryzykantów.

Historyjki ukazywane przez ów zakątek powodowały irracjonalne pragnienie, by patrzeć dalej, cokolwiek miało się ujrzeć... Nie sposób było nie ulegać tym opowiastkom, nie dać się w nie wciągać... A może to zwyczajnie siła przekazu - ten krzyk zmurszałości, który pomimo odnawianych elewacji, wdzierał się do mózgu i odbijał echem po ciele... ?

Owa metropolia, przeplatana transparentnymi akordami Beskidów, została już przeze mnie omówiona w tym wydaniu.

Dzisiaj ukażę ją jako miejsce inspirowane ekscytującym nocnym życiem, scalające w sobie mrok i zuchwałość:



Połyskliwość w najczystszej postaci:







Świetlne iluminacje otulają ulice na podobieństwo kosztownych sukni:







Piernikowe serce (które najlepiej popić gorącą czekoladą ;)):



Skierujmy chód na Nowy Rynek...

 


... wibrujący aromatem kafejek, herbaty z miodem i grzanym winem:



Domieszka bursztynowych latarni sprawia, iż całość staje się bardzo ciepła, zapowiadająca dalsze przeobrażenia..





Charyzmatyczny Neptun ze swoim Trójzębem:



Wybiła 21:20:



Chwytając świąteczny czar. . .





Browar Miejski w kolorze sepii:



Jak również najnowsza włoska kreacja - Kawiarnia 'Consonni'.

Ciekawe czy podają tam dobrą kawę..?.. ;P



Podcienie:





Zaczarowana aura gablot z obrazami, gipsowymi figurkami oraz ręcznie malowanymi wazonami:





Bożonarodzeniowa Szopka:



Podświetlony Ratusz:





A tu panoramiczne objęcie Teatru Polskiego.

Istotnym składnikiem tejże kompozycji był księżyc. Księżyc stanowiący symbol marzeń sennych, wenę dla wielu zacnych tego globu.

Niedawno wyczytałam, że np dla Armaniego jawi się on kwintesencją kobiecości, co nawet potwierdza jedna z jego legendarnych wód toaletowych - Code Luna:



Zaś tutaj fotografia z wiosny - na planie centralnym Fontanna:





I następny artysta-wizjoner -> Zamek Sułkowskich, nieustannie dążący do wywierania wpływu.

Widok od Fontanny na Placu Pigall:



Ciemny, a jednocześnie promienny koktajl świateł, wirtuozeria rzeczy martwych:







Jedna z napotkanych w drodze willi.
Prawie jak 'Amityville' ;P: 



A skoro już przytoczyłam akapit o perfumach...

.. przedstawię Państwu brzmienia barwno-zapachowe poniższego zdjęcia ;-);
- nuty głowy: śmietankowa biel piżma, kaszmeran i aldehydy
- nuty serca: ocieplający absynt, gorzki benzoes oraz szaro-wodne tony
- nuty bazy: czarny pieprz, szara ambra i domieszka kruszonego kardamonu...

Ktoś ma chęć zakosztować ?:



I jeszcze jedno:



Wieczorne Bielsko.
Zaczyna się nieposkromioną tajemnicą, podbijaną hekatombą architektury - żywiczym syropem przeszłości.
Jest to przejmujący początek, pochłaniający duszę niczym efekt Tyndalla w zwilżonym zmierzchem powietrzu.
Jednak w trakcie zgłębiania wcale nie jest gorzej: zaułki ciemnieją, jak gdyby smugi światła zasnuwały coraz gęściejsze dymy palonych zasłon. Tyle, że nie są to dymy ognisk, gdzie płomień wysusza wszystko dookoła, a raczej opary ziołowych kadzideł miażdżonych w kamiennych miseczkach. To opary wysprzątane, poukładane we własną logikę.

I kiedy rozważam powody mojej słabości do B., dochodzę do wniosku, że to chyba fakt, iż dzięki niemu poznałam kadzidła bardziej kadzidlane, dymy bardziej dymne i czary bardziej czarowne...



1 komentarz:

WSTAW KOMENTARZ: